Japoński omlet Tamago, czyli medytacja w działaniu

Marzec 12, 2012

Tamagowe medytacje, czyli omlet po japońsku

Uwielbiam japońską kuchnie i za smaki i za jej artyzm. Za to jakim skupieniem i pracą trzeba obdarzyć każde danie i za to, jaką satysfakcję daje efekt końcowy. Nie da się japońskich dań przygotować w pośpiechu i chaosie. Zarówno droga jak i sam cel, są w tym przypadku absolutnym, automatycznym wyciszeniem.

Wyglądający z pozoru niewinnie, japoński omlet, wymaga trochę wprawy, skupienia i cierpliwości. Jeśli spróbujecie go zrobić, zagości na waszych stołach na stałe.

Tradycyjnie składa się z 80 warstw, ale dla naszych potrzeb, jego wartości smakowych i zastosowań medytacyjnych ;), wystarczy ich kilka lub kilkanaście.

Tamago-yaki przepis

  • 6 jajek
  • 1 łyżka mirinu
  • 1 łyżka japońskiego sosu sojowego
  • 2 łyżeczki cukru
  • szczypta soli
  • olej warzywny do smażenia (niewiele)

Poza składnikami, przyda się również mała, prostokątna, japońska patelnia, chociaż moje pierwsze tamago smażyłam na takiej do naleśników. Było dobre w smaku i to najważniejsze ;).

Jajka ubijamy razem z pozostałymi składnikami. Jeśli omlet ma być składnikiem sushi – nie dodajemy nic ponadto. Jeśli ma być zaserwowany jako osobne danie, możemy do jajecznej masy dodać drobno pokrojony szczypiorek (lub inne dodatki dla nie-wegetarian).

Na rozgrzaną i naoliwioną (nadmiar tłuszczu zbieramy ręcznikiem papierowym) patelnię, wylewamy ok 10% mikstury – cienką warstwę. Kiedy zetnie się od spodu, ale na wierzchu wciąż jeszcze będzie wilgotna, rolujemy omlet jak naleśnik, przy pomocy pałeczek lub łopatki. Nie martwcie się, jeśli efekt nie jest zbyt estetyczny, po kilku warstwach omlet nabierze kształtu. Przesuwamy i pozostawiamy pierwszą zwiniętą warstwę na brzegu, natłuszczamy jeśli potrzeba patelnię i wylewamy kolejną porcję mikstury, pozwalając, aby pokryła całą patelnię i wlała się pod omlet. Ponownie rolujemy, otaczając pierwszą porcję, świeżym omletem. Czynność powtarzamy, aż do wyczerpania się składników.

Jeśli brzegi nie wyglądają zbyt pięknie, można omlet, po przestygnięciu, „wyrównać” nożem.

Do samodzielnie serwowanego tamago (na ciepło lub zimno), tradycyjnie podaje się startą białą rzodkiew, pokropioną sosem sojowym.

Smacznego!

– przepis pochodzi z genialnej książki Reiko Hashimoto HASHI
– zdjęcia pochodzą z mojej skromnej kuchni. Jak widać rozproszenie uwagi na robienie zdjęć w trakcie przygotowywania tamago, skutkuje jego nadmiernym przypieczeniem ;)
– pozostałe przepisy z kategorii kuchnia japońska na blogu

Dla zaciekawionych parę słów o medytacji

Wspinając się na górę, możesz wybrać różne szlaki, prowadzące na szczyt. Tak samo podążać możesz, różniącymi się od siebie rodzajami medytacji. Nie ma znaczenia jaką wybierzesz, metoda jest dobra dla ciebie jeśli pozwala Ci się skupić na swoim wnętrzu. Cel jest jeden – osiągnięcie wewnętrznej koncentracji i spokoju.

Czytaj resztę wpisu »

Pachnąca broń, czyli wojna komarowa

Marzec 11, 2012

Pod moim biurkiem mieszkają komary. Wychodzą na żer dopiero wieczorem, atakując kolana i kostki. Nasze dzikie lokatorki – jaszczurki, chowają się między ścianę i biurko i czatują na nie, hałaśliwie nawołując. Słyszeliście kiedyś gadające jaszczurki? Nie wiem co bardziej mnie przestrasza – nagłe ukłucie w kolano czy skrzek zza biurka. Liczyłam na to, że jaszczurki zjedzą komary i głodne wyniosą się z domu. Nie zadziałało. Na komary nie działa też elektryczny unieszkodliwiacz, w związku z czym nadal zapewniają żer jaszczurkom. Ja zapewniam żer komarom. Błędne koło.

O ile w Polsce nie ma jeszcze komarów (ale będą! ;)), Singapur spryskany od góry do dołu, wzdłuż i wszerz, nie dostarczał rozrywek tego typu, o tyle w Jakarcie jest to dosyć duży problem, bo te sprytne i wielce odporne stworzenia, występują w sporej liczbie wszędzie, na dodatek przenosząc paskudne choroby.

W australijskim antykwariacie wpadła mi w ręce mała książeczka Jude Brown Aromatherapy for travellers i od razu podbiła moje serce. Korzysta się z niej łatwo, ponieważ autorka opracowała wiele ciekawych przepisów aromaterapeutycznych na bazie jedynie 8 olejków. Te dotyczące potyczek z komarami i innymi latającymi paskudnikami (zwłaszcza w klimacie tropikalnym), wypróbowałam jako jedne z pierwszych i działają! Oczywiście pod warunkiem, że nie zapomina się ich użyć ;).

Są w 100% naturalne i nasza skóra ani płuca nie zjadają niepotrzebnie chemii.

Oczyszczenie pokoju przed spaniem:

do miski z ciepłą wodą lub dyfuzora wkrapiamy:

  • 2 krople olejku lawendowego
  • 3 krople olejku lemongrass (trawa cytrynowa)

Odstraszacz na komary „dzienny”

Energicznie wstrząsamy i spryskujemy kanapy, zasłony, dywany, ubrania (z wyjątkiem jedwabiu). Ja stosuję na pościel i łózko przed spaniem. Działa również nasennie ;).

  • 100 ml wody destylowanej
  • 1 kropla olejku eukaliptusowego
  • 1 kropla olejku miętowego
  • 1 kropla olejku tea tree (z drzewa herbacianego)
  • 3 krople olejku lemongrass

Ochrona na skórę

Po kąpieli wmasowujamy w ciało poniższy olejek, szczególnie w kostki, kolana i łokcie.

Olej bazowy może stanowić każdy wysokiej jakości olej jadalny. Ja używam oleju z pestek moreli. Pięknie się wchłania, nie ma zapachu i pozostawia skórę niezwykle miękką.

  • 1 kropla olejku eukaliptusowego
  • 1 kropla olejku miętowego
  • 2 krople olejku lemongrass
  • 20 ml oleju bazowego

Sposób ajurwedyjski – nie zasłoniętą ubraniem skórę smarujemy olejem Neem.

Ukąszenia

Swieże ukąszenia można posmarować olejkiem lawendowym lub tea tree (drzewo herbaciane). Możemy też wcześniej przygotować mieszankę, którą spryskujemy lub smarujemy miejsca ukąszeń.

  • 100 ml wody destylowanej
  • 1 kropla olejku eukaliptusowego
  • 1 kropla olejku tea tree
  • 2 krople olejku lemongrass

Pamiętajcie, że olejki używane do aromaterapii, szczególnie do stosowania na skórę, powinny być najwyższej jakości i 100% naturalne. Tańsze olejki eteryczne są często syntetyczne i mają niską lub żadną skuteczność terapeutyczną, dodatkowo mogą powodować alergie.

Podobne wpisy w kategorii Aroma-terapeu-tycznie

_____

Olej bazowy można uzyskać mieszając np. olej z migdałów lub pestek moreli (95%) i jasny olej sezamowy (5%). Mieszanki należy przechowywać w szklanych buteleczkach.

Nie wystawiaj języka, bo ci krowa nasika

Marzec 9, 2012

Wydaje mi się, że w porównaniu z moim dzieciństwem, popularność wystawiania języka znacznie zmalała. Może powiedzenie o języku i krowie, wywarło wpływ na całe pokolenia ;), a może to kwestia innej kultury i w Azji taki zwyczaj nie jest tak powszechny. Tytuł jest jednak prowokacyjny i przewrotny. O pokazanie języka właśnie was poproszę. Bierzemy lusterka i wystawiamy języki!

O pokazanie języka poprosi również lekarz medycyny zachodniej, jeśli przyjdziemy z bólem gardła. Ale raczej się mu nie będzie specjalnie przyglądał, kierując wzrok głebiej, na gardło i migdały. Błąd!

Lekarz ajurwedy czy medycyny chińskiej, obejrzy język dokładnie, nawet jeśli przyjdziemy z bólem głowy, zapaleniem pęcherza czy niską samooceną.

Co można wyczytać z języka?

Lekarz medycyny holistycznej sprawdzi jego wygląd, wilgotność, linię brzegową oraz linię środkową. Czy są na nim jakieś ubytki i pęknięcia, jaką grubość i kolor ma osad i w jakich miejscach się gromadzi. Cienki nalot jest zjawiskiem naturalnym. Na języku tak jak na innych częściach ciała, znajdują się mikro-mapy całego organizmu. Zmiana koloru czy struktury w konkretnych miejscach, świadczy o zaburzeniach w połączonych obszarach lub narządach.

Srodek języka to miejsce połączone z ogniem trawiennym AGNI* i trzema głównymi narządami układu trawiennego – żołądkiem, jelitem cienkim i grubym. Obszar dookoła powiązany jest z innymi organami wewnętrznymi. Jeśli chodzi o ajurwedyjskie dosze – przód języka to Kapha, środek to Pitta a tył języka to Vata. Nadmiar Kapha w organizmie powoduje biały nalot, nadmiar Pitta – czerwony lub żółto-zielony, nadmiar Vata – czarny lub brązowy. Linia środkowa języka odpowiada kręgosłupowi. Jeśli kręgosłup jest w dobrej formie, jest ona prosta. Jeśli linia się załamuje, wygina, świadczy to o dysharmonii. W części dolnej, z przodu języka – zaburzenie Kapha, problemy z dolnym kręgosłupem, w części środkowej – zaburzenia Pitta, problemy z kręgosłupem piersiowym, w części tylnej – zaburzenia Vata, problemy z kręgosłupem szyjnym.

Ciekawe? Bardzo, a informacji, które możemy uzyskać oglądając tylko język, jest niezliczona ilość.

My przyjrzyjmy się jedynie, czy na języku znajduje się osad. Jeśli pojawia się na języku już po przebudzeniu, świadczy to o tym, że nasz organizm wymaga oczyszczenia. W ciągu nocy, na języku pojawia się śluz, który pełen jest toksyn z naszego wnętrza. To jakby mail wysłany w nocy przez ciało – popatrz, tak wyglądam w środku.

Według Ajurwedy, gruby poranny osad na języku jest jednym z podstawowych objawów obecności w organizme AMA**- toksycznego śluzu, będącego przyczyną wielu chorób.

Co zrobić z osadem?

Bezwzględnie należy go usunąć. Po pierwsze jest on toksyczny i jeśli nie usuniemy go przed poranną kawą czy śniadaniem, po prostu go zjemy i toksyny trafią z powrotem tam, skąd przyszły. Po drugie, usuwając osad pozbywamy się z organizmu części amy (fizycznie, zeskrobując ją z języka) oraz pobudzając receptory rozmieszczone na języku a powiązane z układem trawiennym i wydalniczym. Po trzecie, oczyszczając język przywracamy mu naturalną wrażliwość na smaki, dzięki czemu pewne rzeczy mogą przestać nam smakować (np. ciastka lub papierosy) a inne smakują bardziej. Pozbyć możemy się także przykrego zapachu z ust i nawracających infekcji jamy ustnej.

Jak czyścić język – program obowiązkowy

Najlepiej codziennie rano i wieczorem. Warto wyrobić sobie nawyk i robić to zaraz po wstaniu i umyciu zębów. Warto wyobrazić sobie, jak połykamy ten toksyczny śluz. Fuj! I już grzecznie czyścimy języki …

Nie sprawdzą się jednak tutaj żadne wynalazki typu plastikowe kolce na główce szczoteczki. To dobry wynalazek do masażu języka czy dziąseł ale nic poza tym. Użyć powinniśmy specjalnego czyścika do języka, który w Azji dostępny jest w prawie każdej drogerii, w Polsce można zakupić go w sklepach internetowcych, czasami aptekach.

Metalowy czy plastikowy – nie ma to większego znaczenia, w ostateczności możemy użyć dużej łyżki. Ważne, żeby spełniał swoją funkcję ściągania osadu z języka. Czynność należy powtórzyć kilkakrotnie, licząc się z tym, że język trzeba do tego przyzwyczaić (mogą na początku pojawić się odruchy wymiotne). Spokojnie, delikatnie, krok po kroku, zajmie to wam najwyżej kilka dni.

Po czyszczeniu, czyścik i usta należy przepłukać czystą wodą.

Zajęcia nadprogramowe – ssanie oleju

Jeśli osad jest gruby i nie schodzi zbyt łatwo, można dodatkowo zastosować poranne płukanie ust wodą z solą lub cytryną. Będzie ona rozpuszczać osad, dezynfekować, wzmacniać dziąsła.

Jeśli chcemy połączyć poranną praktyką czyszczenia języka z oczyszczaniem organizmu, możemy zastosować tzw. ssanie oleju, czy też po prostu płukanie ust olejem. Najlepiej wykorzystać do tego olej sezamowy lub kokosowy, ale może być to każdy olej spożywczy, tłoczony na zimno, którego smak nam odpowiada.

Bierzemy do ust około 1 łyżki oleju i płukamy nią usta, zaczynając od kilku minut i przedłużając czas do ok. 20-30 min. Aby zaoszczędzić czas, płukanie można wykonywać podczas prysznica, czy przygotowywania śniadania. Olej odżywia śluzówki, rozpuszcza zanieczyszczenia, zapobiega tworzeniu się osadu i płytki nazębnej, zwalcza wirusy i bakterie, pomaga w schorzeniach dziąseł. Jeśli nie mamy dużo czasu, możemy jedynie pomasować palcem dziąsła. Jeśli płukanie przedłużymy (max do 30 min), uzyskamy działanie silnie terapeutyczne i oczyszczające. Ponieważ śluzówka w ustach jest silnie ukrwiona i przepływa przez nie mnóstwo krwi, toksyny z krwi są absorbowane przez olej. Absolutnie nie wolno go połykać. Po wypluciu zobaczymy, jak jego barwa zmieniła się na mleczno-białą. To właśnie obraz tego, co w naszym organizmie pływa. Stosując taką terapię przez dłuższy czas, oczycimy krew z toksyn i możemy pozbyć się dokuczliwych dolegliwości dziąseł jak i narządów oddalonych znacznie od jamy ustnej .

Zainteresowanych tą metodą zachęcam do zapoznania się z książką Oil Pulling Therapy Bruce Fife. Metoda opisywana jest także w książkach Michała Tombaka.

Wpiszcie czyścik na listę najbliższych zakupów i przez 3 tygodnie czyśćcie język codziennie. Po tygodniu, będziecie czuć się dziwnie nie robiąc tego, po trzech, wejdzie wam to już w krew. Na zdrowie!

_______
*, ** – agni i ama będą omawiane w jednym z najbliższych wpisów

podobna tematyka w kategorii Ajurweda

Vata, Pitta, Kapha, czyli gdzie mieszkają dosze (odcinek 2)

Marzec 7, 2012

Ajurweda, czyli nie taki diabeł straszny (odcinek 1)

Wyobraźmy sobie gotującą się nad ogniem, w garnku zupę i porównajmy zupę do KAPHA, ogień do PITTA a przestrzeń, w której zaistniały i tlen potrzebny do rozpalenia ognia do VATA. Która z energii jest najważniejsza? Zupa, która odżywi organizm, ogień, bez którego się nie ugotuje, czy przestrzeń i powietrze? Według Ajurwedy najważniejszą doszą jest VATA, bo tylko w przestrzeni może zaistnieć materia, pozostałe energie i tylko VATA może wprowadzić je w ruch (roznosząc przy okazji ugotowane jedzenie gdzie trzeba).

Wyobraźmy sobie, gdzie mieszkają dosze w ciele. Wygląda to nieco do-góry-nogami. KAPHA – najcięższa, ma swój dom na samej górze (tułowia), PITTA w środku, a VATTA na dole (poniżej pępka). Może dzięki temu zachowują równowagę. Ciężka KAPHA nie opada za bardzo w dół, lekka VATA nie odlatuje za wysoko, a PITTA obydwie rozgrzewa. Wskazane miejsca to „domy” dosz, z których wychodzą one „do pracy”, wędrując po cały ciele.

Jeśli masz już wyniki testu, to trzy uzyskane wyniki wskazują na proporcje poszczególnych dosz w Twoim organizmie. Jeśli nie jesteś pewna/pewien wyników, wypełnij test za kilka dni jeszcze raz lub poproś o pomoc kogoś bliskiego.

Dosze mogą się łączyć na wiele sposobów:

  • jeśli jeden wynik znacząco przeważa, jesteś typem z jedną dominującą doszą
  • jeśli żaden wynik nie jest znacząco wyższy od pozostałych, jesteś typem z dwoma dominującymi doszami. Ta, która jesr wyższa, determinuje budowę ciała, niższa ma odzwierciedlenie w psychice.
  • jeśli wszystkie trzy wyniki są niemal równe, jesteś wyjątkowym, najlepszym możliwym typem tri-dosza (VATA-PITTA-KAPHA). Gratulacje ;).

Co to wszystko oznacza i czym to się je? Opisane poniżej dosze, w zależności od tego, która dominuje u ciebie, determinują twoje cechy fizyczne i psychiczne, określając także skłonność do konkretnych nawyków czy chorób. Możesz odpowiednio dobrać dietę i styl życia tak, aby utrzymać zdrowie i zapobiec chorobom oraz zrozumieć swoją naturę i nasze potrzeby.

Opis podstawowych typów konstytucyjnych i zaleceń dla nich, pojawi się na blogu wkrótce, w kolejnym odcinku.

Bez względu na to jaki wyszedł ci wynik testu i która dosza u ciebie dominuje, wszystkie trzy dosze mieszkają w twoim ciele, w każdej komórce, aby podtrzymywać życie i warto się z nimi zapoznać, żeby móc o nie dbać.

Dosza VATA – charakterystyka

cechy: lekka, sucha, szorstka, chłodna, ruchliwa, subtelna i nieregularna

gdzie mieszka: poniżej pępka, zwłaszcza w jelicie grubym, znajduje się naturalnie także w uszach, kościach, pęcherzu moczowym

kiedy dominuje naturalnie: godziny 2-6.00 i 14-18.00, zmiana pór roku, szczególnie wiosną i jesienią, po 50 r. ż.

za co odpowiada: za ruch w naszym ciele, przesuwa jak wiatr chmury pozostałe dosze, jest odpowiedzialna za przekazywanie impulsów elektrycznych w ciele, czyli jest odpowiednikiem zarządzającego układu nerwowego, za przesuwanie treści pokarmowej, przepływ krwi, limfy, myśli, usuwanie odpadów przemiany materii. Powiązana jest ze zmysłem dotyku i kreatywnością.

co ją zaburza: produkty wzdymające (fasola, kapusta), suche i lekkie (sałata, chipsy), śmieciowe jedzenie, picie zimnych napojów, spożywanie posilków w stresie, alkohol, kawa, zbyt dużo tv, podróżowanie, hałas, nieregularny tryb życia, późne chodzenie spać, chemia i sztuczne środki używane np. w kosmetykach, pośpiech, robienie 2 rzeczy na raz, stres, klimatyzacja, praca przy komputerze, wietrzna i zimna pogoda.

choroby związane z jej nierównowagą: odpowiada za około 80 chorób, m.in. zaparcia, biegunki, wzdęcia, zimne kończyny, nerwowość, pobudzenie, lęki, depresja, sztywność, bezsenność, migreny, zawroty głowy, bolesne lub nieregularne miesiączki, PMS, sucha skóra, łupież, utrata pamięci.

Dosza PITTA – charakterystyka

cechy: gorąca, ostra, kwaśna, cierpka, gorzka

gdzie mieszka: w jelicie cienkim, znaleźć ją również można w oczach, krwi, gruczołach potowych, żołądku, sercu (emocje)

kiedy dominuje naturalnie: godziny – 10-14.00 i 22-2.00, wiosna i lato, środek życia 16-50 r.ż.

za co odpowiada: bicie serca, poziom hormonów, temperaturę ciała, wzrok, głód i pragnienie, stan skóry, wątrobę, metabolizm (w ukł. pokarmowym, komórkowy a także umysłowy). Powiązana jest z witalnością.

co ją zaburza: praca przy komputerze, wystawianie się na wysoką temperaturę, jedzenie tłustych, ostrych, gorących lub zbyt zimnych potraw, nadmiar soli, jedzenie późno w nocy, kawa, alkohol, palenie, jedzenie kiedy jest się złym, gorący klimat.

choroby związane z jej nierównowagą: odpowiada za około 40 chorób, głównie związanych z trawieniem, nadkwasota, zgaga, problemy z wchłanieniem – osteoporoza, alergie, nadciśnienie, bóle serca, gorączka, uderzenia gorąca, wypryski na skórze, choroby układu moczowego, nadmierna potliwość, zaburzenia hormonalne, stany zapalne, gorączka, irytacja, wybuchy złości, zazdrość, siwienie i wypadanie włosów.

Dosza KAPHA – charakterystyka

cechy: ciężka, solidna, lepka, zimna, skondensowana

gdzie mieszka: w żołądku, ale także krtani, zatokach, płucach, sercu, ustach (ślina)

kiedy dominuje naturalnie: godziny: 6-10.00 i 18-22.00, w zimie i wczesną wiosną, w dzieciństwie

za co odpowiada: budowę komórek i tkanek, rozpoznawanie smaków i zapachów, nawilżanie stawów, płyn mózgowo rdzeniowy i tkanki mózgu, siłę, odporność

co ją zaburza: produkty ciężkie, słodkie, gęste, tłuste, mięso, produkty mleczne, biała mąka, jedzenie kiedy jest się smutnym, przejadanie się, zbyt długie spanie, brak wysiłku fizycznego, zimny i wilgotny klimat.

choroby związane z jej nierównowagą: odpowiada za około 20 chorób, ból stawów, śluz w klatce piersiowej – astma, kaszel, przeziębianie się, choroby zatok, mdłości, otyłość, podwyższony cholesterol, niestrawność, depresja, ociężałość, brak motywacji.

Vata, Pitta, Kapha, odkryj siebie na nowo (odcinek 3)

Kawa kawie nierówna

Marzec 5, 2012

Choć Indonezja słynie z najdroższej (przepraszam za wyrażenie – wysranej!) kawy świata Kopi Luwak, królestwo kawy to zdecydowanie Australia. Dopiero kiedy odwiedziliśmy Melbourne, zrozumiałam miłość do kawy mojej przyjaciółki pochodzącej z Australii. I nie chodzi tylko o kawy jakość (znakomitą) czy ilość wypijanej przez przeciętnego Australijczyka. Przede wszystkim kawa znakomitej jakości, niedostępnej przynajmniej jeszcze rok temu w Poznaniu (najbliższa kawowa destynacja to Berlin), jest dostępna dosłownie wszędzie. Jakby taka zwyczajna, ze źle ubitym mleczkiem po prostu nie istniała. Australijczycy, którzy bez kawy nie mogą się obyć, przywożą ją ze sobą wszędzie tam gdzie się osiedlają, tworząc nową modę. Już w Singapurze zauważyliśmy, że jak grzyby po deszczu zaczynają pojawiać się profesjonalne kawiarnie, z prawdziwymi palarniami kawy. Zaskoczyła nas jednak Jakarta, która kawowo co najmniej dorównuje Singapurowi. Najbliższa kawa? Tuż za rogiem – księgarnia PeriplusAntipodean Coffee, trochę dalej Anomali Coffee (Kemang). Okazuje się, że znakomitą kawę w rozsądnej cenie można zrobić wszędzie. Warunkiem jest dobra kawa, najwyższej jakości maszyna do kawy i przeszkolony barista. To duże wymagania? Nie sądzę.

Niemniej jednak cytuje uroczy fragment za Wikipedią:

Podczas II wojny światowej powróciły dawne sposoby wytwarzania kawy domowymi sposobami. Otrzymywano ją przede wszystkim z żołędzi palonych na płycie kuchennej. Niedobory kawy nie zniknęły w okresie PRL-u, stając się ważnym problemem społecznym. Dopiero w 1964 r. udało się przekroczyć wysokość jej przedwojennego importu. Kawa stała się niezbędnym elementem życia biurowego, szczególnie po wprowadzeniu w latach 60. w Warszawie przepisu o rozpoczynaniu pracy o godzinie szóstej. W efekcie używka zaczęła stanowić jeden z najpowszechniejszych rodzajów łapówek. Importowane ziarna bezskutecznie próbowano zastąpić kawą zbożową rodzimej produkcji („Inka”). Spadkiem po PRL-u stał się między innymi zwyczaj podawania kawy w szklankach, a nie filiżankach.

Dla tych, którzy już się rozmarzyli i czują aromat prawdziwego cappuccino, mam dwie wiadomości. Pierwsza, zła jest taka, że kawa najzdrowsza nie jest niestety. Druga na szczęście jest dobra – mamy alternatywę.

Złe oblicze kawy

Kawa generalnie działa pobudzająco, przyspieszając przemianę materii i sprawność myślenia. Zawiera także przeciwutleniacze, które zapobiegają powstawaniu wolnych rodników. Na tym pozytywy się kończą. Jej pobudzające działanie wynika z podniesienia poziomu Vata i Pitta w organizmie. Niestety przy nadużywaniu kawy (dawka optymalna to 1 filiżanka, dawka śmiertelna to 80 filiżanek), dosze te podnoszą się znacząco, powodując dolegliwości: nerwowość, niepokój, trudności z zasypianiem, zmniejszenie płodności, zaparcia (Vata), rozdrażnienie, problemy z żołądkiem i trawieniem, problemy skórne (Pitta).

Kawę przygotowuje się różnie w różnych krajach, co ciekawe dosyć często ją gotując i dosładzając. Można oczywiście dyskutować, czy jest to profanacja kawy, czy nie i jaka jest najsmaczniejsza. Faktem jednak jest, że w dosładzaniu klasycznego espresso we Włoszech, przegryzaniu czekoladą kawy w Grecji, słodzeniu gotowanej w tygielku kawy w Turcji, coś jest. Nawet wypijanie wody po kawie, ma głębszy, chłodzący sens. W Azji dosyć często spotyka się kawę, do której dolewa się słodzone skondensowane mleczko (Wietnam) czy przelewa się ją z mlekiem i słodzi (Singapur).

Kwestia smaku – okazuje się, że nie tylko. Wszystkie te ceremonie mają swoje potwierdzenie w ajurwedzie, która uważa, że kawa, podobnie jak herbata, jest w swojej naturze zbyt ognista. Jeśli będziemy ją pić w upalnym klimacie, podwójnie podniesiemy PIttę w naszy morganizmie. Rozwiązaniem jest więc gotowanie jej z przyprawami, mlekiem czy cukrem, a nawet miętą! Powoduje to zneutralizowanie szkodliwego nadmiaru rozgrzewania. Co ciekawe, na południu Indii pija się kawę czy herbatę gotowaną z mlekiem i cukrem, natomiast na północy (gdzie jest zimniej), do gotowania dodaje się również rozgrzewające przyprawy. Poziom rozgrzewania jest więc przywrócony do wyjściowego, ale jest już innego rodzaju.

Sama kawa odwadnia i zakwasza nasz organizm, dodatek mleka blokuje trawienie. Warto o tym pamiętać i nie przesadzać z ilością wypijanych filiżanek, by móc rozkoszować się jej smakiem i aromatem bez obaw. Dla tych, którzy nie mogą się obejść bez kawy lub chcą spróbować czegoś nowego, mam zdrową alternatywę kawową.

Kawa gotowana

Jej podstawową zaletą jest to, iż w przeciwieństwie do kawy zaparzanej nie zakwasza organizmu. Ma naturę (pozytywnie) rozgrzewającą i łagodniejszy smak (niektórzy twierdzą, że gotowanie kawy wytrąca z niej kofeinę). Pobudza całe ciało (głównie nerki), wzmaga przemianę materii, łagodzi bóle zmęczeniowe, likwiduje migreny, napięcia przedmiesiączkowe, łagodzi zgagę i jest dobrze tolerowana przez wrzodowców. Jest bardzo wskazana przy alergii, astmie, kaszlu, przeziębieniach, przy osłabionej śledzionie i żołądku. Dodaje energii ale nie pobudza. Jej naturę rozgrzewającą wzmacnia dodanie do gotowania cynamonu, kardamonu i imbiru oraz posłodzenie miodem (gorzka kawa blokuje wątrobę).

Moja prababcia przepalała samodzielnie kawę zakupioną w sklepie – na patelni. Później mieliła i gotowała trzy razy w tygielku. To jeden ze sposobów gotowania kawy i choć dziś mało kto ma na to czas, czy widzi w tym sens, warto spróbować.

Kawa według Pięciu przemian

Gotowana kawa występuje również w kuchni według pięciu przemian, powiązanej z Tradycyjną Medycyną Chińską, która podobnie jak Ajurweda uważa, że jedzeniem można leczyć. W przepisie ważne jest użycie wszystkich składników, w odpowiedniej kolejności, co pozwala uzyskać zamierzoną energetykę kawy. Dla niecierpliwych i niedowiarków – przepis można uprościć, dodając do gotowania kawy przyprawy według gustu. Warto ją też posłodzić choć symbolicznie miodem (dopiero w filiżance gdy nieco ostygnie).

Przepis

Na wrzącą wodę (ok. 400 ml) wsypujemy kolejno szczyptę cynamonu, szczyptę mielonego imbiru lub kardamonu, dwa goździki, kilka kropli soku cytryny i odrobinkę soli. Zmniejszamy ogień i wsypujemy dwie czubate łyżki kawy. Gotujemy 3 minuty i cedzimy przez drobne siteczko.

Taka kawa sama w sobie może stanowić deser. U nas występowała ostatnio jako dodatek do tiramisu z zielonej herbaty. Mniam …!

Ajurweda, czyli nie taki diabeł straszny (odcinek 1)

Marzec 4, 2012

Dhanvantari – hinduski bóg Ajurwedy

Ajurweda będzie stanowić dużą część tego bloga, bo to z jej zaleceń korzystam na co dzień i do nich będę się odwoływać. Zaczynam więc tym wpisem kurs „parę słów o ajurwedzie”, którego celem jest wprowadzenie Was w tajniki ajurwedy i pokazanie, że nie ma się czego bać. Chcę przedstawić ajurwedę w sposób jak najprostszy, dlatego, że siła ajurwedy tkwi właśnie w prostocie. Wierzę, że dzięki temu uda mi się Was przekonać do wprowadzenia jej elementów do codziennego życia.

Kolejne części kursu będą pojawiać się co jakiś czas, przeplatane „lżejszymi” tematami. Cykl uważam więc za rozpoczęty, odcinek pierwszy – start!

Ajurweda – najstarsza medycyna naturalna na świecie

Sięgał do niej Hipokrates, Egipcjanie czy medycyna chińska. Wywodzi się z całego rejonu Eurazji, stąd we wszystkich ludowych tradycjach leczniczych znajdziemy z nią powiązania. Jednak jej największy rozwój nastąpił w Indiach i to one są uważane za kolebkę ajurwedy. Starożytni Hindusi wierzyli, że została im ona podarowana przez bogów. Współcześni badacze przeszłości, zwolennicy teorii mówiącej o starożytnych kosmitach, uważają, że tak jak i inne technologie z „wyższej półki”, została przywieziona i podarowana ludziom przez „obcych”. Niezaprzeczalny jest jednak fakt, że to z czego korzystamy dzisiaj, jest wynikiem kilku tysięcy lat pracy i badań hinduskich mędrców.

Wyparta na dziesięciolecia przez Brytyjczyków, którzy wprowadzili swój system leczniczy w Indiach, popadła w niełaskę i zapomnienie. Teraz powraca, dzięki staraniom ludzi, chcących ocalić ją od zapomnienia, ochronić niezwykłe dziedzictwo i powrócić do korzystania z tego niezwykłego systemu medyczno-filozoficznego, który po ponad 5000 lat nie stracił nic ze swojej aktualności i dzięki swojemu holistycznemu podejściu, jest niezwykłą odpowiedzią na wyzwania dzisiejszego świata. Może właśnie dlatego, coraz bardziej staje się popularna na zachodzie, gdzie ludzie rozczarowani niedoskonałością naukowych rozwiązań, próbują odnaleźć równowagę w połączeniu z naturą.

Teoria pięciu elementów

Ajurweda jest swoistą instrukcją obsługi, nie tylko człowieka, nie tylko jego ciała i nie tylko w czasie choroby. Dzięki teorii pięciu elementów (powietrze, przestrzeń, ogień, woda i ziemia), z których jak uważa, wszystko co było, jest i będzie, w świecie materii ożywionej i nieożywionej, jest zbudowane, można zbadać, zdefiniować i oswoić zachodzące w świecie procesy, takie jak np. zmiany pogody, pór roku czy kataklizmy.

Zeby sprawę uprościć, elementy te łączą się w trzy podstawowe dosze (inaczej energie, humory) które zarządzają całością. Powietrze i przestrzeń łączy się w doszę VATA, ogień to PITTA, ziemia i woda to KAPHA. Te trzy energie występują w naszym ciele, umyśle i emocjach, dbając o to, żeby wszystkie procesy przebiegały prawidłowo, dzięki czemu jesteśmy zdrowi i szczęśliwi a nasze ciało oczyszcza się i naprawia samodzielnie. Aby tak się działo, energie te muszą pozostać w swojej oryginalnej równowadze, indywidualnej dla każdego człowieka.

Prakriti – twój unikalny kod

W każdym z nas występują wszystkie trzy dosze, jednak ich proporcja jest różna. Decyzja o tym jaka ta proporcja (konstytucja) będzie, zapada w chwili zapłodnienia. W zależności od tego, która z energii zostaje zaprogramowana jako dominująca, tak kształtuje się nasza psychika, budowa naszego ciała, skłonność do określonych zachowań czy chorób.

Ajurweda wie jak wpłynąć na zaprogramowanie najlepszej proporcji dosz. Głównym zaleceniem jest oczyszczenie organizmów przyszłych rodziców, uspokojenie umysłów, zbalansowanie dosz, co trwa kilka miesięcy. Druga sprawa, to stworzenie idealnych warunków podczas zapłodnienia. Najlepszą kombinacją jest tak zwana tri-dosza, kiedy rodzimy się z równą proporcją wszystkich trzech dosz.

Konstytucja urodzeniowa pozostaje niezmienna przez całe życie i jest dla nas wyznacznikiem tego, jak powinniśmy o siebie dbać aby zachowując równowagę unikalną dla nas, zachować równocześnie zdrowie.

Ponieważ jednak, żyjąc na ziemi wystawiamy się na działanie różnych czynników zewnętrznych, takich jak np. zimno, upał, toksyny, stres, urazy, drobnoustroje, równowaga dosz może zostać zaburzona, doprowadzając wcześniej czy później do choroby. Ajurweda podaje sposoby jak rozpoznać nierównowagę i uprzedzić rozwinięcie się poważnej choroby, która początek ma często wiele lat przed wystąpieniem pierwszych objawów.

Kto tu rządzi?

Dr Partap Chauhan z kliniki Ajurwedy JIVA, porównuje dosze do funkcji, jakie pełnią członkowie rodziny, współpracując i dążąc do wspólnego dobra. Tak więc KAPHA to dziadkowie czyli kwintesencja miłości, spokoju, korzeni, wsparcia. PITTA to ojciec, ten, który projektuje i działa, przynosi ogień. VATA to mama, ta która tak na prawdę zarządza całym domem.Jej rola jest nieoceniona. Jest najważniejszą doszą u każdego a jej zaburzenie oznacza brak lub nadmiar ruchu i doprowadza do dysfunkcji całego organizmu. Ajurweda uważa, że jej zaburzenie jest odpowiedzialne za 80% wszystkich chorób. Jak na złość VATA jest doszą, którą najłatwiej wybić z równowagi. Na szczęście, jeśli zadbamy o tą właśnie doszę, wpływa ona pozytywnie na pozostałe. Jeśli więc ktoś nie chce się zagłębiać w dalsze tajniki ajurwedy, może poprzestać na tym.

Jeśli nie wiemy jakim jesteśmy typem wg Ajurwedy, możemy skupić się na dbaniu o doszę VATA, zawsze wyjdzie nam to na dobre. Jeśli wiemy, możemy precyzyjniej dbać o to, żeby zachować naszą urodzeniową równowagę i unikać chorób, do których poprzez „zaprogramowanie” przez naszą konstytucję mamy skłonności. Jeśli wiemy więcej o doszach i jak ich nierównowaga wpływa na zdrowie, możemy chorób uniknąć lub przez równoważenie wpłynąć na ich cofnięcie się.

Dowiedz się więcej o sobie

Skąd dowiedzieć się, jak Ajurweda określa konkretnie nas? Można udać się do lekarza ajurwedy, który z pulsu, języka, oczu, szczegółowego wywiadu określi zarówno naszą konstytucję urodzeniową (prakriti), jak i aktualne zaburzenia dosz (vikriti. Jeśli nie mamy dostępu do lekarza, możemy spróbować, z dość dużym prawdopodobieństwem, określić swoją konstytucję na podstawie testu.

Poniżej zamieszczam test, który pochodzi z książek Deepaka Chopry „Overcoming addiction”, „Bounding Energy” i „Perfect Digestion”. Wypełniając go, możecie określić swoją konstytucję urodzeniową. Co zrobić z wynikami? O tym będzie w następnych odcinkach.

kliknij i pobierz ankietę ajurwedyjską

Vata, Pitta, Kapha, czyli gdzie mieszkają dosze (odcinek 2)

Vata, Pitta, Kapha, odkryj siebie na nowo (odcinek 3)

Sezam, odsłona pierwsza. Gomasio – japońska zdrow(sz)a sól

Marzec 2, 2012

Miało być bardzo zdrowotnie, ale zacznę bardzo pysznie. jedno nie wyklucza drugiego w tym wypadku.

Co można zrobić z karmelem? Bez względu na to czy powstał przypadkiem, czy zabraliśmy się do jego przygotowania świadomie. Mamy więc wspomnianą już depilację karmelem, popularną w krajach arabskich, barwienie alkoholi i żywności, dodatek do deserów, dekoracje cukiernicze. Od 1886 roku jest także składnikiem, najpilniej strzeżonego na świecie przepisu na Coca-Colę. Jeśli do gorącego karmelu dodamy miód i prażony sezam, otrzymamy sezamki. Pyszne, proste i na dodatek zdrowe.

Sezam, hodowany w Afryce i Azji od tysięcy lat, jest uznawany za pierwszą roślinę, z której pozyskiwano olej. Zawartość oleju w nasionach wynosi 50%, znakomicie się przechowuje (nie jełczeje) i ma właściwości zdrowotne.  Zarówno nasiona jak i olej używane są na Wschodzie, wchodząc w skład dań zarówno słodkich jak i słonych.

W Japonii, z prażonego sezamu i soli morskiej uzyskuje się sól sezamową – Gomasio. Została ona rozpropagowana na zachodzie przez kuchnię makrobiotyczną.  Pomimo, iż jej przygotowanie jest bardzo proste, moje japońskie przyjaciółki nie znają ani przepisu, ani jej właściwości zdrowotnych. Po prostu używają jej od pokoleń, najczęściej kupując gotową w sklepie.

Zachęcając do wypróbowania przepisu na gomasio, mam na względzie wprowadzenie cennych, złotych nasion sezamu do diety i możliwość ograniczenia spożycia soli. To brzmi bardzo zdrowo, ale gomasio to również znakomity smak i jestem pewna, że go pokochacie.

GOMASIO – przepis

Składniki:

8 łyżek sezamu (biały, czarny lub wymieszane)

1 łyżka soli morskiej lub kamiennej

Proporcje sezamu do soli powinny się wahać między 5:1 do 15:1. W lecie soli powinniśmy dodać mniej, w zimie więcej. Warto poeksperymentować i dobrać składniki według indywidualnego smaku. Sól wybieramy morską lub kamienną, wzbogaci ona nasze gomasio o mikroelementy.

Przygotowanie:

Sezam płuczemy i prażymy na suchej patelni, ciągle mieszając, do uzyskania złotego koloru. Pod koniec do nasion dodajemy sól. Jeśli prażymy suche nasiona, możemy dodać sół od razu. Wszystko razem mieszamy i ucieramy w makutrze, moździerzu, młynku do kawy (kilka sekund) lub malakserze. Część ziaren możńa pozostawić w całości.

W polskiej wersji sezam można zastąpić częściowo lub całkowicie siemieniem lnianym. W Japonii natomiast częstym dodatkiem lub zamiennikiem soli są glony – wakame, kombu, nori, które wcześniej prażymy. Można dodać sproszkowaną spirulinę lub mieszankę kukrumy i pieprzu, uzyskując „złote gomasio”.

Właściwości:

– umożliwia w smaczny sposób zredukowanie ilości soli w diecie
– nie wywołuje pragnienia
– silne działanie odkwaszające i alkalizujące krew
– duża zawartość żelaza, fosforu, magnezu, wit. A i B
– duża zawartość wapnia – w 100 g sezamu zawarte jest 1160 mg wapnia. Dla porównania: mleko krowie zawiera go 118 mg, jaja kurze 65 mg
– stymuluje metabolizm, regeneruje florę bakteryjną jelit
– wspomaga wchłanianie substancji odżywczych, pomocne w leczeniu anemii, stwardnienia rozsianego, stanów zapalnych, cukrzycy, nowotworów
– wzmacnia serce, układ krążenia i układ nerwowy (wit. E)
– obniża poziom złego cholesterolu
– zwiększa odporność
– wzmacnia cały organizm, podnosi natychmiastowo poziom energii (ssij 1/2 łyżeczki). Skuteczne także na kaca, odkwasza organizm i dostarcza energii, zmniejszając dolegliwości (ssij 1/2 łyżeczki).

Zastosowanie:

– do posypywania ryżu, kasz, warzyw, pieczywa, twarogu, kanapek, sałatek, pieczonych lub gotowanych ziemniaków oraz wszędzie tam, gdzie sól jest niezbędna jako dodatek smakowy.

Przechowywanie::

gomasio należy przechowywać  2-8 tygodni w chłodnym i zaciemnionym miejscu, w zamkniętym szklanym pojemniku. Nie należy przygotowywać dużej ilości, nadmiarem można się podzielić z przyjaciółmi lub przechowywać w lodówce.

pozostałe przepisy z kategorii kuchnia japońska na blogu

Karmel wielofunkcyjny

Luty 29, 2012

Oparzyłam się dziś karmelem. Kiedy przestało boleć i mogłam zacząć znów myśleć, przypomniał mi się film, porównywanej do samego mistrza Almodovara, Libanki Nadine Labaki  – „Karmel”. Kto nie widział – polecam. Kto widział – warto zrobić powtórkę. O kobietach, nie tylko dla kobiet, w sam raz na babskie spotkanie z okazji 8 marca.

Uprzedzam pytanie tych, którzy film widzieli. Nie, nie depilowałam sobie ani nikomu innemu włosów karmelem. Nie przygotowywałam go nawet. Karmel zrobił się sam, z cukrowego syropu pełnego pachnących pomarańczowych skórek. Zapomniany, pozostawiony na kuchence, zamienił się w pianę o cudownej barwie i aromacie, niestety również masakrycznej temperaturze. Odruchowo sięgnęłam po kostki lodu, ale poza dodatkowym bólem odmrażanej skóry, niewiele pomogly.

Oparzenie jest procesem postępującym. Dwadzieścia lat temu udało się na trwałe wyryć to w moim mózgu profesor od chirurgii. Ciepło penetruje w głąb tkanek i wcale nie zamierza się po drodze zatrzymywać. Nie wystarczy więc przyłożenie zimnego okładu. Górna warstwa skóry wprawdzie obniży swoją temperaturę ale ciepło powędrowało już dalej jakby uciekało od źródła zimna. Kiedy przestaniemy ochładzać miejsce oparzenia, po kilku minutach może wrócić ból i zaczerwienienie. Jeśli oparzenie było mocne, proces studzenia potrwa więc dłużej i jest niezbędny nie tylko do zlikwidowania bólu, ale także do uniknięcia powstania bąbli, ran, uszkodzenia tkanek i zakażenia.

W przypadku oparzeń III i IV stopnia lub jeśli powierzchnia oparzenia jest duża, miejsce wrażliwe, mamy do czynienia z małym dzieckiem, najlepiej niczym nie smarować, niezwłocznie schłodzić oparzoną część ciała zimną (NIE lodowatą) wodą przez min 10 minut i udać się do lekarza. W drobnych oparzeniach… karmelem, możemy sięgnąć po sprawdzone domowe sposoby, ajurwedę, refleksoterapię i aromaterapię. Wybrane metody poniżej.

Medycyna ludowa:

  • okład ze startych ziemniaków – zapobiega wystąpieniu bąbli.
  • okład z glinki – będzie łagodził ból i zaczerwienienie oraz stymulował odnawianie się tkanek
  • oparzenia języka – łyżeczka miodu do ssania
  • oparzenia opuszków palców gorącym kubkiem – chwytamy się za ucho ;). Zabawne? Uzasadnione medycznie. Płatki ucha są bardzo dobrze ukrwione. Krew znakomicie transportuje ciepło, więc „zabiera” go ona po prostu z naszych palców.

Ajurweda:

Stary, domowy sposób na oparzenia to… masło. Brzmi dziwnie? Podejrzanie? Czy jakoś znajomo? Spotkałam się z krytycznymi opiniami lekarzy, dotyczącymi tej metody. Jedni lekarze argumentują to faktem, że tłuszcz podtrzymuje temepraturę, inni, że masło jest zabrudzone… Faktem jest, że smarowanie masłem oparzeń ma swoje głębokie korzenie w medycynie ludowej, może jednak lekarze mają rację i nie o zwykłe masło tu chodzi. W ajurwedzie jednym ze środków na oparzenia jest ghee – klarowane masło. Jest ono oczyszczone, pozbawione białka (które mogłoby się ściąć i trzymać ciepło), więc argumenty lekarzy mamy już obalone. Dodatkowo ma właściwości odżywcze, łagodzące i naprawcze. Jeśli do ghee dodamy trochę kurkumy, wówczas otrzymamy pastę, która dodatkowo będzie działać odkażająco, przeciwzapalnie. Kurkumę możemy również dodać do aloesu i taką pastą posmarować oparzenie. Pięknie zażółci nam skórę, palce, przy odrobinie nieuwagi również ubranie, ale efekt jest natychmiastowy. Skąd wziąć aloes? Możemy przechowywać w lodówce sok w butelce lub hodować w doniczce sadzonkę aloesu, wyjątkowo odporną na niepielęgnowanie roślinkę. W razie konieczności użycia (skaleczenie, siniak, oparzenie) wystarczy oderwac liść i rozciąć go, przykładając cały, lub wykorzystując tylko żel.

Na oparzenie można nałożyć również pastę z proszku sandałowego wymieszanego z olejem kokosowym lub migdałowym. Sandalwood powder widziałam jednak tylko raz w życiu w Kerali i nie mam pojęcia gdzie można go kupić.

O aloesie, kurkumie i ghee będę jeszcze pisać, zasługują one na oddzielny artykuł każde.

Aromaterapia*:

  • olejek Lawendowy, szybko zastosowany na oparzenie, może zapobiec powstawaniu blizn. Działa przeciwzapalnie, przyspiesza gojenie, aromat dodatkowo uspokaja.
  • olejek terapeutyczny Vetiver, ziemisty ajurwedyjski zapach, warto go poszukać i kupić. Aromat służy ugruntowywaniu ale ma także właściwości łagodzące oparzenie i w moim przypadku zadziałał natychmiastowo, likwidując naprawdę silny ból i zaczerwienienie w kilkanaście sekund.

Refleksologia:

  • stymulujemy punkt refleksologiczny nr 26, który znajduje się między brwiami. Koresponduje on z tzw. „trzecim okiem”, uspokaja pobudzony umysł, jednocześnie odświeżając i balansując psychikę. Ma wiele zastosowań, reguluje bicie serca, obniża ciśnienie, temperaturę, pomaga w eliminacji alkoholu z organizmu. Działa jak aspiryna na ból i gorączkę. Należy go stymulować małymi ruchami z góry w dół przez ok. 1 minutę.

Medycyna chińska:

  • sok marchewkowy lub ogórkowy (świeży, nie z kartonu!) do stosowania zewnętrznie.

Wybierz jedną, najłatwiejszą dla ciebie metodę i ją zapamiętaj. Będzie jak znalazł w nagłej potrzebie, bez konieczności przeszukiwania internetu.

Zwolennicy teorii mówiących o tym, że nic nie dzieje się bez powodu, zwłaszcza jeśli chodzi o choroby czy urazy jakich doświadczamy, polecają przyjrzeć się szerzej temu, jak często i jakie wypadki nam się zdarzają, której strony lub części ciała dotyczą, jakie mamy w sobie uczucia. Emocje, które przyciągają, kreują, powołują do życia taką sytuację jak oparzenie, to rozdrażnienie i złość.

Bardzo to logiczne, bo wszystkie składowe są z kategorii „ognistej”, więc siłą rzeczy jedna wzmaga czy wywołuje drugą. Przeanalizowanie tego może nie tylko dostarczyć nam ciekawych spostrzeżeń ale także uchronić nas w przyszłości przed kolejnymi urazami.

Co jednak czulibyście tracąc bezpowrotnie możliwość przygotowania i zjedzenia (!) domowych skórek pomarańczowych w czekoladzie? Okazuje się, że koło emocji się zamyka a nawet się rozkręca.

Jedynym rozwiązaniem będzie relaks… z karmelkami.

___

* duża część olejków eterycznych, to olejki syntetyczne, niskiej jakości, zalecane tylko do stosowania w dyfuzorach. Nie nadają się one do stosowania na skórę czy jako suplementy diety. Upewnij się, że olejki, które stosujesz są najwyższej jakości i nadają się do użytku wewnętrznego lub zewnętrznego na skórę.

Ziarno od plew, czyli blog jako narzędzie z kategorii sitko

Luty 27, 2012

Moja córka czyta, a w zasadzie połyka, książki jednej z najwybitniejszych postaci współczesnej nauki, jakie udało mi się jakiś czas temu odkryć – Stephena Hawkinga. Napisał on razem ze swoją córką Lucy, trzy książki o Wielkim Wybuchu, wszechświecie i kosmicznych skarbach … dla dzieci (m.in.:  Jerzy i tajny klucz do Wszechświata – George’s Secret Key to the Universe).

Jedną z kwestii, którymi Stephen się zajmuje są Czarne Dziury. W giga-mega-uproszczeniu, są to zagłębienia w czasoprzestrzeni, w które wpada wszystko, co się do nich zbliży. No prawie wszystko, dla ścisłości. Kiedy Czarna Dziura zje wszystko, co tylko wejdzie jej w pole widzenia, może zdarzyć się, że masa nieprawdopodobnie ściśnięta w środku, nie wytrzyma naprężenia, czara się przeleje i nastąpi delikatnie mówiąc „zwrot treści pokarmowej”. To również jedna z teorii Wielkiego Wybuchu, ale ani nie o tym ma być ten blog, ani nie jestem w tej sprawie nikim wiecej niż zaciekawionym amatorem.

Co więc wspólnego ma Hawking, Czarne Dziury i blogi?

Otóż zastanawiałam się, jak wygląda przestrzeń w moim mózgu, do którego trafiają wessane z zewnątrz mniej lub bardziej przypadkowe czy przydatne rzeczy. Jak wiele ich się tam zmieści, jak rozeznać się w tym chaosie i czy lub raczej kiedy nastąpi przesyt a informacje zamiast wchodzić, zaczną uciekać …

Może stąd zresztą pomysł na pisanie blogów. Kusząca jest możliwość ubiegnięcia czasu i zapisania tego, co mogłoby zacząć się niezauważalnie, lub gorzej – hurtowo wymykać. Myślę jednak, że spora część blogów powstaje, „bo się ludziom przelewa”, w tym wypadku w umysłach. Od nadmiaru czasu, doświadczeń, emocji, wiedzy. Pomijam te przypadki, kiedy blog ma na celu zapełnić wewnętrzną próżnię i dostarczyć właścicielowi czego tam on potrzebuje. Działa wtedy jak klasyczna czarna dziura. A my mówimy o tych zapełnionych, co to zawartością chcą lub muszą! się podzielić.

Kto z nas nie ma na głowie tyle, że nie wie czasami ile tego właściwie jest i czy w ogóle cokolwiek z dużego stosu ubywa? Zapisanie spraw „do zalatwienia” zdecydowanie ułatwia zadanie. Okazuje się wówczas, że tych pilnych jest mniej niż myśleliśmy i można je szybko rozplanować. Spraw mniej ważnych też jest jakby mniej – część już przeterminowana, choć nadal fruwają w naszej głowie, symulując tłok.

Kto z nas nie miewa czasem takiego natłoku myśli-symulantów w głowie, że trudno się połapać o co właściwie chodzi? Albo spraw, które uporczywie zajmują nasze myśli, choć nie mamy na ich rozwiązanie w danej chwili czasu, siły czy ochoty. Znakomicie również tutaj sprawdza się zapisywanie. Przelanie problemu na kartkę, komputer (równie pomocne bywa przelanie ich na rozsądną przyjaciółkę lub kochany pamiętniczek), pomaga w skonkretyzowaniu problemu i pozbyciu się go na jakiś czas z głowy. Zdaje to rezultat znakomity, kiedy np. nie można zasnąć, czy skupić się na bieżących czynnościach z powodu natrętnego problemu, domagającego się rozwiązania. Problem przelany na kartkę, zaczyna tam żyć własnym życiem, a nasz umysł spokojny, że sprawa nie ulegnie zapomnieniu, może się odprężyć. Byłoby niezwykle miło gdyby po przebudzeniu problem był już rozwiązany i czasem faktycznie tak się dzieje. W większości przypadków zapisywanie pomaga uporać się z chaosem, a do problemu i tak musimy wrócić, tyle, że w odpowiedniejszym czasie i ze spokojniejszym umysłem. Funkcję terapeutyczną spełni np.: napisanie listu do osoby, której chcemy coś trudnego czy drażliwego wyjaśnić. Działa często skuteczniej niż emocjonalna rozmowa, nawet jeśli list nie zostanie nigdy wysłany.

W teorii wiemy więc już trochę na temat przelewania nadmiaru na papier. W praktyce blog ten będzie spełniał poniekąd taką rolę, robiąc miejsce w mojej głowie na przeprowadzenie porządków i stworzenie przestrzeni na kolejne podróże w nieznane zakątki natury i psychiki. Projekt Myślodsiewnia – start!


%d blogerów lubi to: