Archive for the ‘Medycyna Chińska’ Category

King of Bitters – Sambiloto

Kwiecień 24, 2016

sambiloto

Tydzień temu, Har, właściciel organicznej farmy, przywiózł nam dwie sadzonki niepozornego Sambiloto.

– Wystarczy zjeść dwa liście dziennie, a komary będą się od Was trzymały z daleka. One nie lubią tego smaku. – powiedział.

Nie dziwię się komarom wcale. Po zaparzeniu liści uzyskuje się napar o gorzkim jak nasz rodzimy piołun, smaku. O ileż wygodniej było łykać zioło zamknięte w kapsułkach, kiedy zmogła mnie potworna infekcja niewiadomego pochodzenia. W takiej też formie można Sambiloto kupić w Polsce. Skoro jednak jestem tak dzielna, żeby przełykać tę gorycz, czemu nie pić jej w oryginalnej wersji przez jakiś czas. Zwłaszcza jeśli zalecenie takie dostaje się od lokalnego uzdrowiciela.

Sambiloto (Chuan Xin Lian, Andrographis paniculata), używane jest od starożytności w indonezyjskim tradycyjnym ziołolecznictwie – Jamu. Cenią je także Chińczycy, Hindusi i Tajowie, znalazło zastosowanie w Tradycyjnej Medycynie Chińskiej i Ajurwedzie.

Nic dziwnego, bo zastosowanie ma szerokie, od zwyczajnej grypy, przez cukrzycę, pasożyty, HIV aż do nowotworów.

Skąd takie szerokie działanie? Sambiloto jest bardzo dobrze dystrybuowane do wszystkich organów w ciele. Największa koncentracja następuje w układzie nerwowym (w mózgu i rdzeniu kręgowym) oraz wszędzie tam, gdzie krew przepływa w dużych ilościach – jelito grube, śledziona, serce, płuca, nerki. Ponieważ jednak dość szybko wypłukuje się z organizmu, należy przyjmować je często (pić dwa, trzy razy dziennie) i dłuższy okres czasu.

Zastosowanie:

  • przeciwbólowo
  • przeciwzapalnie
  • przeciwgorączkowo
  • przeciwbakteryjnie, przeciwwirusowo (także HIV)
  • przeciwpasożytniczo (pasożyty jelitowe i we krwi)
  • stosowany z powodzeniem w malarii, tyfusie i para-tyfusie, Boreliozie
  • przeciwzakrzepowo, zapobiega atakom serca i zakrzepom
  • rozrzedza śluz w drogach oddechowych
  • zmniejsza poziom cukru we krwi
  • obniża ciśnienie krwi
  • eliminuje toksyny, oczyszcza krew, stosowany przy zatruciu alkoholem (kacu)
  • chroni wątrobę i pęcherzyk żółciowy, zwiększa przepływ żółci
  • chroni mięsień sercowy i naczynia krwionośne
  • poprawia ukrwienie mózgu
  • zabija wolne rodniki
  • pobudza układ immunologiczny
  • blokuje rozmnażanie komórek rakowych, zabija komórki rakowe

Ciekawostka! Jeśli zastosować większe dawki, przez dłuższy okres czasu, uzyskamy działanie antykoncepcyjne i to zarówno u pań jak i panów. Z tego samego powodu nie może być stosowane przez kobiety w ciąży.

Więcej informacji o właściwościach i badaniach www.sambilotoblog.wordpress.com

Nie wystawiaj języka, bo ci krowa nasika

Marzec 9, 2012

Wydaje mi się, że w porównaniu z moim dzieciństwem, popularność wystawiania języka znacznie zmalała. Może powiedzenie o języku i krowie, wywarło wpływ na całe pokolenia ;), a może to kwestia innej kultury i w Azji taki zwyczaj nie jest tak powszechny. Tytuł jest jednak prowokacyjny i przewrotny. O pokazanie języka właśnie was poproszę. Bierzemy lusterka i wystawiamy języki!

O pokazanie języka poprosi również lekarz medycyny zachodniej, jeśli przyjdziemy z bólem gardła. Ale raczej się mu nie będzie specjalnie przyglądał, kierując wzrok głebiej, na gardło i migdały. Błąd!

Lekarz ajurwedy czy medycyny chińskiej, obejrzy język dokładnie, nawet jeśli przyjdziemy z bólem głowy, zapaleniem pęcherza czy niską samooceną.

Co można wyczytać z języka?

Lekarz medycyny holistycznej sprawdzi jego wygląd, wilgotność, linię brzegową oraz linię środkową. Czy są na nim jakieś ubytki i pęknięcia, jaką grubość i kolor ma osad i w jakich miejscach się gromadzi. Cienki nalot jest zjawiskiem naturalnym. Na języku tak jak na innych częściach ciała, znajdują się mikro-mapy całego organizmu. Zmiana koloru czy struktury w konkretnych miejscach, świadczy o zaburzeniach w połączonych obszarach lub narządach.

Srodek języka to miejsce połączone z ogniem trawiennym AGNI* i trzema głównymi narządami układu trawiennego – żołądkiem, jelitem cienkim i grubym. Obszar dookoła powiązany jest z innymi organami wewnętrznymi. Jeśli chodzi o ajurwedyjskie dosze – przód języka to Kapha, środek to Pitta a tył języka to Vata. Nadmiar Kapha w organizmie powoduje biały nalot, nadmiar Pitta – czerwony lub żółto-zielony, nadmiar Vata – czarny lub brązowy. Linia środkowa języka odpowiada kręgosłupowi. Jeśli kręgosłup jest w dobrej formie, jest ona prosta. Jeśli linia się załamuje, wygina, świadczy to o dysharmonii. W części dolnej, z przodu języka – zaburzenie Kapha, problemy z dolnym kręgosłupem, w części środkowej – zaburzenia Pitta, problemy z kręgosłupem piersiowym, w części tylnej – zaburzenia Vata, problemy z kręgosłupem szyjnym.

Ciekawe? Bardzo, a informacji, które możemy uzyskać oglądając tylko język, jest niezliczona ilość.

My przyjrzyjmy się jedynie, czy na języku znajduje się osad. Jeśli pojawia się na języku już po przebudzeniu, świadczy to o tym, że nasz organizm wymaga oczyszczenia. W ciągu nocy, na języku pojawia się śluz, który pełen jest toksyn z naszego wnętrza. To jakby mail wysłany w nocy przez ciało – popatrz, tak wyglądam w środku.

Według Ajurwedy, gruby poranny osad na języku jest jednym z podstawowych objawów obecności w organizme AMA**- toksycznego śluzu, będącego przyczyną wielu chorób.

Co zrobić z osadem?

Bezwzględnie należy go usunąć. Po pierwsze jest on toksyczny i jeśli nie usuniemy go przed poranną kawą czy śniadaniem, po prostu go zjemy i toksyny trafią z powrotem tam, skąd przyszły. Po drugie, usuwając osad pozbywamy się z organizmu części amy (fizycznie, zeskrobując ją z języka) oraz pobudzając receptory rozmieszczone na języku a powiązane z układem trawiennym i wydalniczym. Po trzecie, oczyszczając język przywracamy mu naturalną wrażliwość na smaki, dzięki czemu pewne rzeczy mogą przestać nam smakować (np. ciastka lub papierosy) a inne smakują bardziej. Pozbyć możemy się także przykrego zapachu z ust i nawracających infekcji jamy ustnej.

Jak czyścić język – program obowiązkowy

Najlepiej codziennie rano i wieczorem. Warto wyrobić sobie nawyk i robić to zaraz po wstaniu i umyciu zębów. Warto wyobrazić sobie, jak połykamy ten toksyczny śluz. Fuj! I już grzecznie czyścimy języki …

Nie sprawdzą się jednak tutaj żadne wynalazki typu plastikowe kolce na główce szczoteczki. To dobry wynalazek do masażu języka czy dziąseł ale nic poza tym. Użyć powinniśmy specjalnego czyścika do języka, który w Azji dostępny jest w prawie każdej drogerii, w Polsce można zakupić go w sklepach internetowcych, czasami aptekach.

Metalowy czy plastikowy – nie ma to większego znaczenia, w ostateczności możemy użyć dużej łyżki. Ważne, żeby spełniał swoją funkcję ściągania osadu z języka. Czynność należy powtórzyć kilkakrotnie, licząc się z tym, że język trzeba do tego przyzwyczaić (mogą na początku pojawić się odruchy wymiotne). Spokojnie, delikatnie, krok po kroku, zajmie to wam najwyżej kilka dni.

Po czyszczeniu, czyścik i usta należy przepłukać czystą wodą.

Zajęcia nadprogramowe – ssanie oleju

Jeśli osad jest gruby i nie schodzi zbyt łatwo, można dodatkowo zastosować poranne płukanie ust wodą z solą lub cytryną. Będzie ona rozpuszczać osad, dezynfekować, wzmacniać dziąsła.

Jeśli chcemy połączyć poranną praktyką czyszczenia języka z oczyszczaniem organizmu, możemy zastosować tzw. ssanie oleju, czy też po prostu płukanie ust olejem. Najlepiej wykorzystać do tego olej sezamowy lub kokosowy, ale może być to każdy olej spożywczy, tłoczony na zimno, którego smak nam odpowiada.

Bierzemy do ust około 1 łyżki oleju i płukamy nią usta, zaczynając od kilku minut i przedłużając czas do ok. 20-30 min. Aby zaoszczędzić czas, płukanie można wykonywać podczas prysznica, czy przygotowywania śniadania. Olej odżywia śluzówki, rozpuszcza zanieczyszczenia, zapobiega tworzeniu się osadu i płytki nazębnej, zwalcza wirusy i bakterie, pomaga w schorzeniach dziąseł. Jeśli nie mamy dużo czasu, możemy jedynie pomasować palcem dziąsła. Jeśli płukanie przedłużymy (max do 30 min), uzyskamy działanie silnie terapeutyczne i oczyszczające. Ponieważ śluzówka w ustach jest silnie ukrwiona i przepływa przez nie mnóstwo krwi, toksyny z krwi są absorbowane przez olej. Absolutnie nie wolno go połykać. Po wypluciu zobaczymy, jak jego barwa zmieniła się na mleczno-białą. To właśnie obraz tego, co w naszym organizmie pływa. Stosując taką terapię przez dłuższy czas, oczycimy krew z toksyn i możemy pozbyć się dokuczliwych dolegliwości dziąseł jak i narządów oddalonych znacznie od jamy ustnej .

Zainteresowanych tą metodą zachęcam do zapoznania się z książką Oil Pulling Therapy Bruce Fife. Metoda opisywana jest także w książkach Michała Tombaka.

Wpiszcie czyścik na listę najbliższych zakupów i przez 3 tygodnie czyśćcie język codziennie. Po tygodniu, będziecie czuć się dziwnie nie robiąc tego, po trzech, wejdzie wam to już w krew. Na zdrowie!

_______
*, ** – agni i ama będą omawiane w jednym z najbliższych wpisów

podobna tematyka w kategorii Ajurweda

Kawa kawie nierówna

Marzec 5, 2012

Choć Indonezja słynie z najdroższej (przepraszam za wyrażenie – wysranej!) kawy świata Kopi Luwak, królestwo kawy to zdecydowanie Australia. Dopiero kiedy odwiedziliśmy Melbourne, zrozumiałam miłość do kawy mojej przyjaciółki pochodzącej z Australii. I nie chodzi tylko o kawy jakość (znakomitą) czy ilość wypijanej przez przeciętnego Australijczyka. Przede wszystkim kawa znakomitej jakości, niedostępnej przynajmniej jeszcze rok temu w Poznaniu (najbliższa kawowa destynacja to Berlin), jest dostępna dosłownie wszędzie. Jakby taka zwyczajna, ze źle ubitym mleczkiem po prostu nie istniała. Australijczycy, którzy bez kawy nie mogą się obyć, przywożą ją ze sobą wszędzie tam gdzie się osiedlają, tworząc nową modę. Już w Singapurze zauważyliśmy, że jak grzyby po deszczu zaczynają pojawiać się profesjonalne kawiarnie, z prawdziwymi palarniami kawy. Zaskoczyła nas jednak Jakarta, która kawowo co najmniej dorównuje Singapurowi. Najbliższa kawa? Tuż za rogiem – księgarnia PeriplusAntipodean Coffee, trochę dalej Anomali Coffee (Kemang). Okazuje się, że znakomitą kawę w rozsądnej cenie można zrobić wszędzie. Warunkiem jest dobra kawa, najwyższej jakości maszyna do kawy i przeszkolony barista. To duże wymagania? Nie sądzę.

Niemniej jednak cytuje uroczy fragment za Wikipedią:

Podczas II wojny światowej powróciły dawne sposoby wytwarzania kawy domowymi sposobami. Otrzymywano ją przede wszystkim z żołędzi palonych na płycie kuchennej. Niedobory kawy nie zniknęły w okresie PRL-u, stając się ważnym problemem społecznym. Dopiero w 1964 r. udało się przekroczyć wysokość jej przedwojennego importu. Kawa stała się niezbędnym elementem życia biurowego, szczególnie po wprowadzeniu w latach 60. w Warszawie przepisu o rozpoczynaniu pracy o godzinie szóstej. W efekcie używka zaczęła stanowić jeden z najpowszechniejszych rodzajów łapówek. Importowane ziarna bezskutecznie próbowano zastąpić kawą zbożową rodzimej produkcji („Inka”). Spadkiem po PRL-u stał się między innymi zwyczaj podawania kawy w szklankach, a nie filiżankach.

Dla tych, którzy już się rozmarzyli i czują aromat prawdziwego cappuccino, mam dwie wiadomości. Pierwsza, zła jest taka, że kawa najzdrowsza nie jest niestety. Druga na szczęście jest dobra – mamy alternatywę.

Złe oblicze kawy

Kawa generalnie działa pobudzająco, przyspieszając przemianę materii i sprawność myślenia. Zawiera także przeciwutleniacze, które zapobiegają powstawaniu wolnych rodników. Na tym pozytywy się kończą. Jej pobudzające działanie wynika z podniesienia poziomu Vata i Pitta w organizmie. Niestety przy nadużywaniu kawy (dawka optymalna to 1 filiżanka, dawka śmiertelna to 80 filiżanek), dosze te podnoszą się znacząco, powodując dolegliwości: nerwowość, niepokój, trudności z zasypianiem, zmniejszenie płodności, zaparcia (Vata), rozdrażnienie, problemy z żołądkiem i trawieniem, problemy skórne (Pitta).

Kawę przygotowuje się różnie w różnych krajach, co ciekawe dosyć często ją gotując i dosładzając. Można oczywiście dyskutować, czy jest to profanacja kawy, czy nie i jaka jest najsmaczniejsza. Faktem jednak jest, że w dosładzaniu klasycznego espresso we Włoszech, przegryzaniu czekoladą kawy w Grecji, słodzeniu gotowanej w tygielku kawy w Turcji, coś jest. Nawet wypijanie wody po kawie, ma głębszy, chłodzący sens. W Azji dosyć często spotyka się kawę, do której dolewa się słodzone skondensowane mleczko (Wietnam) czy przelewa się ją z mlekiem i słodzi (Singapur).

Kwestia smaku – okazuje się, że nie tylko. Wszystkie te ceremonie mają swoje potwierdzenie w ajurwedzie, która uważa, że kawa, podobnie jak herbata, jest w swojej naturze zbyt ognista. Jeśli będziemy ją pić w upalnym klimacie, podwójnie podniesiemy PIttę w naszy morganizmie. Rozwiązaniem jest więc gotowanie jej z przyprawami, mlekiem czy cukrem, a nawet miętą! Powoduje to zneutralizowanie szkodliwego nadmiaru rozgrzewania. Co ciekawe, na południu Indii pija się kawę czy herbatę gotowaną z mlekiem i cukrem, natomiast na północy (gdzie jest zimniej), do gotowania dodaje się również rozgrzewające przyprawy. Poziom rozgrzewania jest więc przywrócony do wyjściowego, ale jest już innego rodzaju.

Sama kawa odwadnia i zakwasza nasz organizm, dodatek mleka blokuje trawienie. Warto o tym pamiętać i nie przesadzać z ilością wypijanych filiżanek, by móc rozkoszować się jej smakiem i aromatem bez obaw. Dla tych, którzy nie mogą się obejść bez kawy lub chcą spróbować czegoś nowego, mam zdrową alternatywę kawową.

Kawa gotowana

Jej podstawową zaletą jest to, iż w przeciwieństwie do kawy zaparzanej nie zakwasza organizmu. Ma naturę (pozytywnie) rozgrzewającą i łagodniejszy smak (niektórzy twierdzą, że gotowanie kawy wytrąca z niej kofeinę). Pobudza całe ciało (głównie nerki), wzmaga przemianę materii, łagodzi bóle zmęczeniowe, likwiduje migreny, napięcia przedmiesiączkowe, łagodzi zgagę i jest dobrze tolerowana przez wrzodowców. Jest bardzo wskazana przy alergii, astmie, kaszlu, przeziębieniach, przy osłabionej śledzionie i żołądku. Dodaje energii ale nie pobudza. Jej naturę rozgrzewającą wzmacnia dodanie do gotowania cynamonu, kardamonu i imbiru oraz posłodzenie miodem (gorzka kawa blokuje wątrobę).

Moja prababcia przepalała samodzielnie kawę zakupioną w sklepie – na patelni. Później mieliła i gotowała trzy razy w tygielku. To jeden ze sposobów gotowania kawy i choć dziś mało kto ma na to czas, czy widzi w tym sens, warto spróbować.

Kawa według Pięciu przemian

Gotowana kawa występuje również w kuchni według pięciu przemian, powiązanej z Tradycyjną Medycyną Chińską, która podobnie jak Ajurweda uważa, że jedzeniem można leczyć. W przepisie ważne jest użycie wszystkich składników, w odpowiedniej kolejności, co pozwala uzyskać zamierzoną energetykę kawy. Dla niecierpliwych i niedowiarków – przepis można uprościć, dodając do gotowania kawy przyprawy według gustu. Warto ją też posłodzić choć symbolicznie miodem (dopiero w filiżance gdy nieco ostygnie).

Przepis

Na wrzącą wodę (ok. 400 ml) wsypujemy kolejno szczyptę cynamonu, szczyptę mielonego imbiru lub kardamonu, dwa goździki, kilka kropli soku cytryny i odrobinkę soli. Zmniejszamy ogień i wsypujemy dwie czubate łyżki kawy. Gotujemy 3 minuty i cedzimy przez drobne siteczko.

Taka kawa sama w sobie może stanowić deser. U nas występowała ostatnio jako dodatek do tiramisu z zielonej herbaty. Mniam …!


%d blogerów lubi to: