Archive for the ‘Ksiegarniowo’ Category

Wiosenne porządki, czyli o oczyszczaniu

Marzec 17, 2012

Poprzedni tydzień zakończyłam w niedzielę japońską ucztą, poprzedzoną tamagową medytacją. Bieżący rozpoczął się od diety oczyszczającej, która trwała 5 dni. Czy była trudna? I tak, i nie. Bywały cięższe chwile, ale wszystko jest do wytrzymania, jeśli wiemy jaki jest powód i cel. Właśnie teraz, na wiosnę, jest najlepszy czas na porządki. Dla tych, którzy o oczyszczaniu wiedzą niewiele albo nic, chcieliby spróbować ale nie wiedzą jak zacząć, albo próbowali, ale poddali się, mam parę zaleceń ajurwedyjskich.

Po co komu oczyszczanie

Ajurewda przywiązuje do oczyszczania ogromną wagę. Proponuje wiele technik oczyszczania, ale każda terapia rozpoczyna się od oczyszczania przewodu pokarmowego, ponieważ zabrudzony (gromadzi się w nim chorobotwórcza AMA), obniża odporność i blokuje cały organizm, w tym również proces leczenia.

Jeśli myślisz, że twój organizm nie wymaga oczyszczania, jesteś w błędzie. Gromadzi się w nim mnóstwo odpadów, które częściowo są eliminowane w sposób naturalny. Jednak nasz organizm nie jest przystosowany do ciągłego znoszenia przejadania się, złej diety, chemii, którą zjadamy, wypijamy, wdychamy. Stres osłabia mechanizmy automatycznego oczyszczania i w ten sposób powstaje bałagan. Nie używany pokój po jakimś czasie wymaga przynajmniej odkurzenia, a co dopiero taki, w którym ciągle coś się dzieje!

Oczyszczanie jest połączone z poszczeniem. Dlaczego? Ponieważ ciężko pozamiatać ulicę, kiedy sunie przez nią tłum ludzi.

Posty zalecane są przez lekarzy medycyn naturalnych ale są obecne także w naszych tradycjach np. coraz mniej postny „postny piątek” czy Wielki Post. Klimat europejski, wymuszał również okresowe poszczenie w okresie jesienno-zimowym. Co ciekawe nie wpływało to na osłabienie organizmów, a wręcz na ich wzmocnienie, wykorzystując energię oszczędzoną na mniejszej pracy związanej z trawieniem i przekierowanie jej na regenerację i oczyszczanie.

Kiedy i jak często

Ajurweda zaleca:

  • codzienne rytuały oczyszczające (będzie o tym na blogu wkrótce)
  • co tygodniowe posty (jeden dzień, jak „postny piątek”)
  • co kwartał dieta oczyszczająca (zmiana pór roku / sezonów)
  • raz w roku – panchakarma (tak jak 40-dniowy Wielki Post, trwa min kilka tygodni)

Dlaczego warto regularnie

Przede wszystkim profilaktyka. Jeśli zadbasz na bieżąco o czystość rur w łazience, nie ulegną one zatkaniu. Bardzo trudno jest usunąć zator, kiedy już powstał. Duże oczyszczanie to już poważne przedsięwzięcie, jak wyrzucenie wszystkiego z szafy i poukładanie od nowa. Kto jednak nie znalazł się choć raz w takiej sytuacji, że wyrzucone w celu generalnych porządków rzeczy z szuflad, przerosły nieco nasze siły i czas? Tak samo jest z naszym organizmem. Lepiej porządkować go na bieżąco, nie czekając aż coś się zablokuje.

Jak się oczyszczać

Rytuały codzienne i doroczną panchakarmę opiszę w kolejnych wpisach. Tymczasem spróbuj wprowadzić stosunkowo proste zabiegi, które powtarzane przez kilka tygodni, czy miesięcy, dadzą na pewno dobre efekty.

  • raz na tydzień – jeden dzień postny (na podtrzymanie efektu oczyszczania i bieżące „porządki”)

Dzień postny może być przysłowiowym dniem „o chlebie i wodzie”, bardziej nawet „o wodzie”. Jeśli jesteś typem KAPHA, lub czujesz się na siłach, możesz spróbować, wówczas przez cały dzień pijesz jedynie ciepłą wodę lub herbatki ziołowe. Lżejszą wersją jest dzień oparty jedynie na sokach (świeżo wyciskanych) lub pokarmach płynnych. Najłatwiej będzie zastosować mono-dietę, opartą np. tylko na owocach lub tylko na warzywach.

  • raz na kwartał (zmiana pór roku), albo kiedy czujemy się „cieżko”  – kilkudniowa (5-7-10) dieta oczyszczająca

5-dniowa ajurwedyjska dieta oczyszczająca

Dieta jest bardzo prosta do zapamiętania. Przez pierwsze dwa dni jesz jedynie owoce (soki, surowe owoce, owoce gotowane, pieczone). Pijesz herbatki ziołowe, ciepłą wodę. Kolejne trzy dni, jesz jedynie warzywa (zupy – bez wywaru mięsnego czy śmietany, warzywa duszone, na parze, surowe, sałatki, soki warzywne). Aby wyrobić sobie dobre nawyki oraz wyregulować trawienie, dobrze jest zaplanować 3 duże posiłki i dwie przekąski.

Przeciwwskazania

Terapii oczyszczającej nie należy traktować jako środka zaradczego na wynik obżarstwa czy jako diety odchudzającej. Nie należy stosować jej zbyt często, zwłaszcza dotyczy to osób typu VATA.

W trakcie trwania diety będziesz osłabiony. To naturalne, ponieważ organizm nie dostaje tyle pożywienia co zwykle, dodatkowo zajmuje się oczyszczaniem. Może pojawić się ból głowy, który związany jest z eliminacją toksyn (zwłaszcza przez jelito grube) oraz odwodnieniem (należy pić dużo wody).

W związku z tym warto wybrać na dietę czas, kiedy nie masz zbyt wielu obowiązków, ważnych spraw, zrezygować z nadmiernej aktywności. Organizm, który nie jest oczyszczony, ma obniżoną odporność. Wzrośnie ona po oczyszczeniu, ale w trakcie diety, kiedy jesteśmy osłabieni, odporność spada. Dlatego nie należy zaczynać diety kiedy jesteś tuż po chorobie, w trakcie przeziębienia, gorączki, miesiączki.

Post głodówkowy, może uruchomić procesy naprawcze, które wiążą się z „dopalaniem” się, przygaszonych ognisk zapalnych (czasem nawet bardzo starych). Możesz więc nagle dostać bólu zęba, dawno pozornie wyleczonego, bólu ucha czy temperatury. To pozytywny efekt, choć mało przyjemny. Oczyszczanie organizmu na bieżąco, lżejszymi metodami, zapobiegnie takim niemiłym niespodziankom. Decydując się na dłuższe głodówki, zasięgnij porady specjalisty w tym temacie i dobrze się do nich przygotuj.

Moja dieta 5-cio dniowa

Stosując jednodniowe posty raz na tydzień, można poprawić przemianę materii, zwiększyć odporność i kontrolować wagę. Kiedy wprowadziłam tą praktykę do swojego życia, po każdym „postnym” piątku ubywało mi 1 kg. Nadrabiałam wprawdzie 1/2 kg do następnego piątku, ale po kolejnym dniu postu, byłam już w sumie 1/2 kg do przodu. Post umożliwia odpoczynek, dotrawienie nadmiaru, eliminację toksyn.

Kiedy tylko czuję się „cięższa” i bardziej „wypełniona” w środku, a także ospała czy smutna, wybieram ajurwedyjską oczyszczającą dietę 5-dniową. Nie jest skomplikowana i wiem, że po niej będę czuć się wolna – lekko i szczęśliwie, nie tylko z powodu utraty paru kilo.

Moim kluczem do wytrwania jest zaplanowanie posiłków, ich różnorodność, nie robienie długich przerw między posiłkami, odpoczywanie, kładzenie się wcześniej spać, wypijanie dużej ilości wody, ratowanie się w czasie napadu głodu gorącymi napojami/wodą, przygotowanie przekąsek – owoców czy pokrojonych warzyw. W zimnym europejskim klimacie dieta ta może wzmóc odczucie zimna, można temu zaradzić pijąc gorącą wodę z imbirem i cytryną, która również przyspieszy odklejanie i eliminacje AMA. W uspokojeniu umysłu pomocna będzie medytacja czy masaż olejowy. Uczucie głodu w czasie diet oczyszczających jest często wywołane nie głodem, a podrażnieniem śluzówki przewodu pokarmowego przez toksyny, które właśnie przez ten system są wydalane.

W czasie diety, może pojawić się w jej początkowej fazie grubszy nalot czy niesmak na języku (w tym pomoże czyszczenie języka), częstsze oddawanie stolca i moczu, także o nieprzyjemnym zapachu, nieprzyjemny zapach potu. Przyczyną są znów toksyny, eliminowane różnymi drogami.

Efekt po 5 dniach? U mnie, tym razem – 2 kilo mniej, uczucie „pustego” brzucha, wzrost energii i jasności myślenia, poprawienie nastroju, czysty, różowy język. Dodatkowo niezwykle dowartościowujące uczucie satysfakcji z własnej silnej woli. Aby nie utrudniać sobie życia, warto zaplanować oczyszczanie na okres, kiedy nie ma w pobliżu świąt, imprez czy wyjazdów. Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal … ;)

Dieta owocowo-warzywna jest zalecana również przez doktor Ewę Dąbrowską, jako dieta lecznicza i jeśli chcesz poczytać więcej o tej metodzie, z perspektywy zachodniej a nie ajurwedyjskiej, bardzo serdecznie polecam jej książki np. Przywracać zdrowie żywieniem oraz stronę.

I na koniec. Pamiętaj, że poza sprzątaniem, nawet regularnym, warto przyjrzeć się swoim codziennym przyzwyczajeniom. Skorygowanie nawykowego „bałaganiarstwa”, może zaoszczędzić ci wiele trudu i czasu.

Pachnąca broń, czyli wojna komarowa

Marzec 11, 2012

Pod moim biurkiem mieszkają komary. Wychodzą na żer dopiero wieczorem, atakując kolana i kostki. Nasze dzikie lokatorki – jaszczurki, chowają się między ścianę i biurko i czatują na nie, hałaśliwie nawołując. Słyszeliście kiedyś gadające jaszczurki? Nie wiem co bardziej mnie przestrasza – nagłe ukłucie w kolano czy skrzek zza biurka. Liczyłam na to, że jaszczurki zjedzą komary i głodne wyniosą się z domu. Nie zadziałało. Na komary nie działa też elektryczny unieszkodliwiacz, w związku z czym nadal zapewniają żer jaszczurkom. Ja zapewniam żer komarom. Błędne koło.

O ile w Polsce nie ma jeszcze komarów (ale będą! ;)), Singapur spryskany od góry do dołu, wzdłuż i wszerz, nie dostarczał rozrywek tego typu, o tyle w Jakarcie jest to dosyć duży problem, bo te sprytne i wielce odporne stworzenia, występują w sporej liczbie wszędzie, na dodatek przenosząc paskudne choroby.

W australijskim antykwariacie wpadła mi w ręce mała książeczka Jude Brown Aromatherapy for travellers i od razu podbiła moje serce. Korzysta się z niej łatwo, ponieważ autorka opracowała wiele ciekawych przepisów aromaterapeutycznych na bazie jedynie 8 olejków. Te dotyczące potyczek z komarami i innymi latającymi paskudnikami (zwłaszcza w klimacie tropikalnym), wypróbowałam jako jedne z pierwszych i działają! Oczywiście pod warunkiem, że nie zapomina się ich użyć ;).

Są w 100% naturalne i nasza skóra ani płuca nie zjadają niepotrzebnie chemii.

Oczyszczenie pokoju przed spaniem:

do miski z ciepłą wodą lub dyfuzora wkrapiamy:

  • 2 krople olejku lawendowego
  • 3 krople olejku lemongrass (trawa cytrynowa)

Odstraszacz na komary „dzienny”

Energicznie wstrząsamy i spryskujemy kanapy, zasłony, dywany, ubrania (z wyjątkiem jedwabiu). Ja stosuję na pościel i łózko przed spaniem. Działa również nasennie ;).

  • 100 ml wody destylowanej
  • 1 kropla olejku eukaliptusowego
  • 1 kropla olejku miętowego
  • 1 kropla olejku tea tree (z drzewa herbacianego)
  • 3 krople olejku lemongrass

Ochrona na skórę

Po kąpieli wmasowujamy w ciało poniższy olejek, szczególnie w kostki, kolana i łokcie.

Olej bazowy może stanowić każdy wysokiej jakości olej jadalny. Ja używam oleju z pestek moreli. Pięknie się wchłania, nie ma zapachu i pozostawia skórę niezwykle miękką.

  • 1 kropla olejku eukaliptusowego
  • 1 kropla olejku miętowego
  • 2 krople olejku lemongrass
  • 20 ml oleju bazowego

Sposób ajurwedyjski – nie zasłoniętą ubraniem skórę smarujemy olejem Neem.

Ukąszenia

Swieże ukąszenia można posmarować olejkiem lawendowym lub tea tree (drzewo herbaciane). Możemy też wcześniej przygotować mieszankę, którą spryskujemy lub smarujemy miejsca ukąszeń.

  • 100 ml wody destylowanej
  • 1 kropla olejku eukaliptusowego
  • 1 kropla olejku tea tree
  • 2 krople olejku lemongrass

Pamiętajcie, że olejki używane do aromaterapii, szczególnie do stosowania na skórę, powinny być najwyższej jakości i 100% naturalne. Tańsze olejki eteryczne są często syntetyczne i mają niską lub żadną skuteczność terapeutyczną, dodatkowo mogą powodować alergie.

Podobne wpisy w kategorii Aroma-terapeu-tycznie

_____

Olej bazowy można uzyskać mieszając np. olej z migdałów lub pestek moreli (95%) i jasny olej sezamowy (5%). Mieszanki należy przechowywać w szklanych buteleczkach.

Nie wystawiaj języka, bo ci krowa nasika

Marzec 9, 2012

Wydaje mi się, że w porównaniu z moim dzieciństwem, popularność wystawiania języka znacznie zmalała. Może powiedzenie o języku i krowie, wywarło wpływ na całe pokolenia ;), a może to kwestia innej kultury i w Azji taki zwyczaj nie jest tak powszechny. Tytuł jest jednak prowokacyjny i przewrotny. O pokazanie języka właśnie was poproszę. Bierzemy lusterka i wystawiamy języki!

O pokazanie języka poprosi również lekarz medycyny zachodniej, jeśli przyjdziemy z bólem gardła. Ale raczej się mu nie będzie specjalnie przyglądał, kierując wzrok głebiej, na gardło i migdały. Błąd!

Lekarz ajurwedy czy medycyny chińskiej, obejrzy język dokładnie, nawet jeśli przyjdziemy z bólem głowy, zapaleniem pęcherza czy niską samooceną.

Co można wyczytać z języka?

Lekarz medycyny holistycznej sprawdzi jego wygląd, wilgotność, linię brzegową oraz linię środkową. Czy są na nim jakieś ubytki i pęknięcia, jaką grubość i kolor ma osad i w jakich miejscach się gromadzi. Cienki nalot jest zjawiskiem naturalnym. Na języku tak jak na innych częściach ciała, znajdują się mikro-mapy całego organizmu. Zmiana koloru czy struktury w konkretnych miejscach, świadczy o zaburzeniach w połączonych obszarach lub narządach.

Srodek języka to miejsce połączone z ogniem trawiennym AGNI* i trzema głównymi narządami układu trawiennego – żołądkiem, jelitem cienkim i grubym. Obszar dookoła powiązany jest z innymi organami wewnętrznymi. Jeśli chodzi o ajurwedyjskie dosze – przód języka to Kapha, środek to Pitta a tył języka to Vata. Nadmiar Kapha w organizmie powoduje biały nalot, nadmiar Pitta – czerwony lub żółto-zielony, nadmiar Vata – czarny lub brązowy. Linia środkowa języka odpowiada kręgosłupowi. Jeśli kręgosłup jest w dobrej formie, jest ona prosta. Jeśli linia się załamuje, wygina, świadczy to o dysharmonii. W części dolnej, z przodu języka – zaburzenie Kapha, problemy z dolnym kręgosłupem, w części środkowej – zaburzenia Pitta, problemy z kręgosłupem piersiowym, w części tylnej – zaburzenia Vata, problemy z kręgosłupem szyjnym.

Ciekawe? Bardzo, a informacji, które możemy uzyskać oglądając tylko język, jest niezliczona ilość.

My przyjrzyjmy się jedynie, czy na języku znajduje się osad. Jeśli pojawia się na języku już po przebudzeniu, świadczy to o tym, że nasz organizm wymaga oczyszczenia. W ciągu nocy, na języku pojawia się śluz, który pełen jest toksyn z naszego wnętrza. To jakby mail wysłany w nocy przez ciało – popatrz, tak wyglądam w środku.

Według Ajurwedy, gruby poranny osad na języku jest jednym z podstawowych objawów obecności w organizme AMA**- toksycznego śluzu, będącego przyczyną wielu chorób.

Co zrobić z osadem?

Bezwzględnie należy go usunąć. Po pierwsze jest on toksyczny i jeśli nie usuniemy go przed poranną kawą czy śniadaniem, po prostu go zjemy i toksyny trafią z powrotem tam, skąd przyszły. Po drugie, usuwając osad pozbywamy się z organizmu części amy (fizycznie, zeskrobując ją z języka) oraz pobudzając receptory rozmieszczone na języku a powiązane z układem trawiennym i wydalniczym. Po trzecie, oczyszczając język przywracamy mu naturalną wrażliwość na smaki, dzięki czemu pewne rzeczy mogą przestać nam smakować (np. ciastka lub papierosy) a inne smakują bardziej. Pozbyć możemy się także przykrego zapachu z ust i nawracających infekcji jamy ustnej.

Jak czyścić język – program obowiązkowy

Najlepiej codziennie rano i wieczorem. Warto wyrobić sobie nawyk i robić to zaraz po wstaniu i umyciu zębów. Warto wyobrazić sobie, jak połykamy ten toksyczny śluz. Fuj! I już grzecznie czyścimy języki …

Nie sprawdzą się jednak tutaj żadne wynalazki typu plastikowe kolce na główce szczoteczki. To dobry wynalazek do masażu języka czy dziąseł ale nic poza tym. Użyć powinniśmy specjalnego czyścika do języka, który w Azji dostępny jest w prawie każdej drogerii, w Polsce można zakupić go w sklepach internetowcych, czasami aptekach.

Metalowy czy plastikowy – nie ma to większego znaczenia, w ostateczności możemy użyć dużej łyżki. Ważne, żeby spełniał swoją funkcję ściągania osadu z języka. Czynność należy powtórzyć kilkakrotnie, licząc się z tym, że język trzeba do tego przyzwyczaić (mogą na początku pojawić się odruchy wymiotne). Spokojnie, delikatnie, krok po kroku, zajmie to wam najwyżej kilka dni.

Po czyszczeniu, czyścik i usta należy przepłukać czystą wodą.

Zajęcia nadprogramowe – ssanie oleju

Jeśli osad jest gruby i nie schodzi zbyt łatwo, można dodatkowo zastosować poranne płukanie ust wodą z solą lub cytryną. Będzie ona rozpuszczać osad, dezynfekować, wzmacniać dziąsła.

Jeśli chcemy połączyć poranną praktyką czyszczenia języka z oczyszczaniem organizmu, możemy zastosować tzw. ssanie oleju, czy też po prostu płukanie ust olejem. Najlepiej wykorzystać do tego olej sezamowy lub kokosowy, ale może być to każdy olej spożywczy, tłoczony na zimno, którego smak nam odpowiada.

Bierzemy do ust około 1 łyżki oleju i płukamy nią usta, zaczynając od kilku minut i przedłużając czas do ok. 20-30 min. Aby zaoszczędzić czas, płukanie można wykonywać podczas prysznica, czy przygotowywania śniadania. Olej odżywia śluzówki, rozpuszcza zanieczyszczenia, zapobiega tworzeniu się osadu i płytki nazębnej, zwalcza wirusy i bakterie, pomaga w schorzeniach dziąseł. Jeśli nie mamy dużo czasu, możemy jedynie pomasować palcem dziąsła. Jeśli płukanie przedłużymy (max do 30 min), uzyskamy działanie silnie terapeutyczne i oczyszczające. Ponieważ śluzówka w ustach jest silnie ukrwiona i przepływa przez nie mnóstwo krwi, toksyny z krwi są absorbowane przez olej. Absolutnie nie wolno go połykać. Po wypluciu zobaczymy, jak jego barwa zmieniła się na mleczno-białą. To właśnie obraz tego, co w naszym organizmie pływa. Stosując taką terapię przez dłuższy czas, oczycimy krew z toksyn i możemy pozbyć się dokuczliwych dolegliwości dziąseł jak i narządów oddalonych znacznie od jamy ustnej .

Zainteresowanych tą metodą zachęcam do zapoznania się z książką Oil Pulling Therapy Bruce Fife. Metoda opisywana jest także w książkach Michała Tombaka.

Wpiszcie czyścik na listę najbliższych zakupów i przez 3 tygodnie czyśćcie język codziennie. Po tygodniu, będziecie czuć się dziwnie nie robiąc tego, po trzech, wejdzie wam to już w krew. Na zdrowie!

_______
*, ** – agni i ama będą omawiane w jednym z najbliższych wpisów

podobna tematyka w kategorii Ajurweda

Ziarno od plew, czyli blog jako narzędzie z kategorii sitko

Luty 27, 2012

Moja córka czyta, a w zasadzie połyka, książki jednej z najwybitniejszych postaci współczesnej nauki, jakie udało mi się jakiś czas temu odkryć – Stephena Hawkinga. Napisał on razem ze swoją córką Lucy, trzy książki o Wielkim Wybuchu, wszechświecie i kosmicznych skarbach … dla dzieci (m.in.:  Jerzy i tajny klucz do Wszechświata – George’s Secret Key to the Universe).

Jedną z kwestii, którymi Stephen się zajmuje są Czarne Dziury. W giga-mega-uproszczeniu, są to zagłębienia w czasoprzestrzeni, w które wpada wszystko, co się do nich zbliży. No prawie wszystko, dla ścisłości. Kiedy Czarna Dziura zje wszystko, co tylko wejdzie jej w pole widzenia, może zdarzyć się, że masa nieprawdopodobnie ściśnięta w środku, nie wytrzyma naprężenia, czara się przeleje i nastąpi delikatnie mówiąc „zwrot treści pokarmowej”. To również jedna z teorii Wielkiego Wybuchu, ale ani nie o tym ma być ten blog, ani nie jestem w tej sprawie nikim wiecej niż zaciekawionym amatorem.

Co więc wspólnego ma Hawking, Czarne Dziury i blogi?

Otóż zastanawiałam się, jak wygląda przestrzeń w moim mózgu, do którego trafiają wessane z zewnątrz mniej lub bardziej przypadkowe czy przydatne rzeczy. Jak wiele ich się tam zmieści, jak rozeznać się w tym chaosie i czy lub raczej kiedy nastąpi przesyt a informacje zamiast wchodzić, zaczną uciekać …

Może stąd zresztą pomysł na pisanie blogów. Kusząca jest możliwość ubiegnięcia czasu i zapisania tego, co mogłoby zacząć się niezauważalnie, lub gorzej – hurtowo wymykać. Myślę jednak, że spora część blogów powstaje, „bo się ludziom przelewa”, w tym wypadku w umysłach. Od nadmiaru czasu, doświadczeń, emocji, wiedzy. Pomijam te przypadki, kiedy blog ma na celu zapełnić wewnętrzną próżnię i dostarczyć właścicielowi czego tam on potrzebuje. Działa wtedy jak klasyczna czarna dziura. A my mówimy o tych zapełnionych, co to zawartością chcą lub muszą! się podzielić.

Kto z nas nie ma na głowie tyle, że nie wie czasami ile tego właściwie jest i czy w ogóle cokolwiek z dużego stosu ubywa? Zapisanie spraw „do zalatwienia” zdecydowanie ułatwia zadanie. Okazuje się wówczas, że tych pilnych jest mniej niż myśleliśmy i można je szybko rozplanować. Spraw mniej ważnych też jest jakby mniej – część już przeterminowana, choć nadal fruwają w naszej głowie, symulując tłok.

Kto z nas nie miewa czasem takiego natłoku myśli-symulantów w głowie, że trudno się połapać o co właściwie chodzi? Albo spraw, które uporczywie zajmują nasze myśli, choć nie mamy na ich rozwiązanie w danej chwili czasu, siły czy ochoty. Znakomicie również tutaj sprawdza się zapisywanie. Przelanie problemu na kartkę, komputer (równie pomocne bywa przelanie ich na rozsądną przyjaciółkę lub kochany pamiętniczek), pomaga w skonkretyzowaniu problemu i pozbyciu się go na jakiś czas z głowy. Zdaje to rezultat znakomity, kiedy np. nie można zasnąć, czy skupić się na bieżących czynnościach z powodu natrętnego problemu, domagającego się rozwiązania. Problem przelany na kartkę, zaczyna tam żyć własnym życiem, a nasz umysł spokojny, że sprawa nie ulegnie zapomnieniu, może się odprężyć. Byłoby niezwykle miło gdyby po przebudzeniu problem był już rozwiązany i czasem faktycznie tak się dzieje. W większości przypadków zapisywanie pomaga uporać się z chaosem, a do problemu i tak musimy wrócić, tyle, że w odpowiedniejszym czasie i ze spokojniejszym umysłem. Funkcję terapeutyczną spełni np.: napisanie listu do osoby, której chcemy coś trudnego czy drażliwego wyjaśnić. Działa często skuteczniej niż emocjonalna rozmowa, nawet jeśli list nie zostanie nigdy wysłany.

W teorii wiemy więc już trochę na temat przelewania nadmiaru na papier. W praktyce blog ten będzie spełniał poniekąd taką rolę, robiąc miejsce w mojej głowie na przeprowadzenie porządków i stworzenie przestrzeni na kolejne podróże w nieznane zakątki natury i psychiki. Projekt Myślodsiewnia – start!


%d blogerów lubi to: