Kawa kawie nierówna

Choć Indonezja słynie z najdroższej (przepraszam za wyrażenie – wysranej!) kawy świata Kopi Luwak, królestwo kawy to zdecydowanie Australia. Dopiero kiedy odwiedziliśmy Melbourne, zrozumiałam miłość do kawy mojej przyjaciółki pochodzącej z Australii. I nie chodzi tylko o kawy jakość (znakomitą) czy ilość wypijanej przez przeciętnego Australijczyka. Przede wszystkim kawa znakomitej jakości, niedostępnej przynajmniej jeszcze rok temu w Poznaniu (najbliższa kawowa destynacja to Berlin), jest dostępna dosłownie wszędzie. Jakby taka zwyczajna, ze źle ubitym mleczkiem po prostu nie istniała. Australijczycy, którzy bez kawy nie mogą się obyć, przywożą ją ze sobą wszędzie tam gdzie się osiedlają, tworząc nową modę. Już w Singapurze zauważyliśmy, że jak grzyby po deszczu zaczynają pojawiać się profesjonalne kawiarnie, z prawdziwymi palarniami kawy. Zaskoczyła nas jednak Jakarta, która kawowo co najmniej dorównuje Singapurowi. Najbliższa kawa? Tuż za rogiem – księgarnia PeriplusAntipodean Coffee, trochę dalej Anomali Coffee (Kemang). Okazuje się, że znakomitą kawę w rozsądnej cenie można zrobić wszędzie. Warunkiem jest dobra kawa, najwyższej jakości maszyna do kawy i przeszkolony barista. To duże wymagania? Nie sądzę.

Niemniej jednak cytuje uroczy fragment za Wikipedią:

Podczas II wojny światowej powróciły dawne sposoby wytwarzania kawy domowymi sposobami. Otrzymywano ją przede wszystkim z żołędzi palonych na płycie kuchennej. Niedobory kawy nie zniknęły w okresie PRL-u, stając się ważnym problemem społecznym. Dopiero w 1964 r. udało się przekroczyć wysokość jej przedwojennego importu. Kawa stała się niezbędnym elementem życia biurowego, szczególnie po wprowadzeniu w latach 60. w Warszawie przepisu o rozpoczynaniu pracy o godzinie szóstej. W efekcie używka zaczęła stanowić jeden z najpowszechniejszych rodzajów łapówek. Importowane ziarna bezskutecznie próbowano zastąpić kawą zbożową rodzimej produkcji („Inka”). Spadkiem po PRL-u stał się między innymi zwyczaj podawania kawy w szklankach, a nie filiżankach.

Dla tych, którzy już się rozmarzyli i czują aromat prawdziwego cappuccino, mam dwie wiadomości. Pierwsza, zła jest taka, że kawa najzdrowsza nie jest niestety. Druga na szczęście jest dobra – mamy alternatywę.

Złe oblicze kawy

Kawa generalnie działa pobudzająco, przyspieszając przemianę materii i sprawność myślenia. Zawiera także przeciwutleniacze, które zapobiegają powstawaniu wolnych rodników. Na tym pozytywy się kończą. Jej pobudzające działanie wynika z podniesienia poziomu Vata i Pitta w organizmie. Niestety przy nadużywaniu kawy (dawka optymalna to 1 filiżanka, dawka śmiertelna to 80 filiżanek), dosze te podnoszą się znacząco, powodując dolegliwości: nerwowość, niepokój, trudności z zasypianiem, zmniejszenie płodności, zaparcia (Vata), rozdrażnienie, problemy z żołądkiem i trawieniem, problemy skórne (Pitta).

Kawę przygotowuje się różnie w różnych krajach, co ciekawe dosyć często ją gotując i dosładzając. Można oczywiście dyskutować, czy jest to profanacja kawy, czy nie i jaka jest najsmaczniejsza. Faktem jednak jest, że w dosładzaniu klasycznego espresso we Włoszech, przegryzaniu czekoladą kawy w Grecji, słodzeniu gotowanej w tygielku kawy w Turcji, coś jest. Nawet wypijanie wody po kawie, ma głębszy, chłodzący sens. W Azji dosyć często spotyka się kawę, do której dolewa się słodzone skondensowane mleczko (Wietnam) czy przelewa się ją z mlekiem i słodzi (Singapur).

Kwestia smaku – okazuje się, że nie tylko. Wszystkie te ceremonie mają swoje potwierdzenie w ajurwedzie, która uważa, że kawa, podobnie jak herbata, jest w swojej naturze zbyt ognista. Jeśli będziemy ją pić w upalnym klimacie, podwójnie podniesiemy PIttę w naszy morganizmie. Rozwiązaniem jest więc gotowanie jej z przyprawami, mlekiem czy cukrem, a nawet miętą! Powoduje to zneutralizowanie szkodliwego nadmiaru rozgrzewania. Co ciekawe, na południu Indii pija się kawę czy herbatę gotowaną z mlekiem i cukrem, natomiast na północy (gdzie jest zimniej), do gotowania dodaje się również rozgrzewające przyprawy. Poziom rozgrzewania jest więc przywrócony do wyjściowego, ale jest już innego rodzaju.

Sama kawa odwadnia i zakwasza nasz organizm, dodatek mleka blokuje trawienie. Warto o tym pamiętać i nie przesadzać z ilością wypijanych filiżanek, by móc rozkoszować się jej smakiem i aromatem bez obaw. Dla tych, którzy nie mogą się obejść bez kawy lub chcą spróbować czegoś nowego, mam zdrową alternatywę kawową.

Kawa gotowana

Jej podstawową zaletą jest to, iż w przeciwieństwie do kawy zaparzanej nie zakwasza organizmu. Ma naturę (pozytywnie) rozgrzewającą i łagodniejszy smak (niektórzy twierdzą, że gotowanie kawy wytrąca z niej kofeinę). Pobudza całe ciało (głównie nerki), wzmaga przemianę materii, łagodzi bóle zmęczeniowe, likwiduje migreny, napięcia przedmiesiączkowe, łagodzi zgagę i jest dobrze tolerowana przez wrzodowców. Jest bardzo wskazana przy alergii, astmie, kaszlu, przeziębieniach, przy osłabionej śledzionie i żołądku. Dodaje energii ale nie pobudza. Jej naturę rozgrzewającą wzmacnia dodanie do gotowania cynamonu, kardamonu i imbiru oraz posłodzenie miodem (gorzka kawa blokuje wątrobę).

Moja prababcia przepalała samodzielnie kawę zakupioną w sklepie – na patelni. Później mieliła i gotowała trzy razy w tygielku. To jeden ze sposobów gotowania kawy i choć dziś mało kto ma na to czas, czy widzi w tym sens, warto spróbować.

Kawa według Pięciu przemian

Gotowana kawa występuje również w kuchni według pięciu przemian, powiązanej z Tradycyjną Medycyną Chińską, która podobnie jak Ajurweda uważa, że jedzeniem można leczyć. W przepisie ważne jest użycie wszystkich składników, w odpowiedniej kolejności, co pozwala uzyskać zamierzoną energetykę kawy. Dla niecierpliwych i niedowiarków – przepis można uprościć, dodając do gotowania kawy przyprawy według gustu. Warto ją też posłodzić choć symbolicznie miodem (dopiero w filiżance gdy nieco ostygnie).

Przepis

Na wrzącą wodę (ok. 400 ml) wsypujemy kolejno szczyptę cynamonu, szczyptę mielonego imbiru lub kardamonu, dwa goździki, kilka kropli soku cytryny i odrobinkę soli. Zmniejszamy ogień i wsypujemy dwie czubate łyżki kawy. Gotujemy 3 minuty i cedzimy przez drobne siteczko.

Taka kawa sama w sobie może stanowić deser. U nas występowała ostatnio jako dodatek do tiramisu z zielonej herbaty. Mniam …!

Tagi: , ,

Komentarze 2 to “Kawa kawie nierówna”

  1. Mapa marzeń, czyli projektujemy własne szczęście « NaturAsia Says:

    […] zarezerwuj sobie czas, tak, aby nikt ci nie przeszkadzał, włącz dobrą muzykę, zrób kubek dobrej kawy lub herbaty i do […]

  2. All Posts « NaturAsia Says:

    […] The king of coffees (polish version) […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: